Swingersi nie mają dobrego zdania o BDSM, uważają, że bicie albo chodzenie na smyczy jest chore. Środowisko BDSM uważa natomiast, że swingersi są obleśni, bo jak można uprawiać seks z kimś obcym. Obie grupy natomiast nie mają najlepszego zdania o kobietach, które biorą udział w gangbangach. A ja jestem w każdej z tych grup i w każdej znajduję coś dla siebie.
Poszłam w zabawę
Wiktoria, 30 lat: – Wychowała mnie kontrolująca mama, katoliczka. Ciągle chciała wiedzieć, co robię, ale mentalnie jej w moim życiu nie było. Tata był w ciągłych rozjazdach, na zleceniach. Temat seksu w naszym domu nie istniał, uczyłam się o nim z „Bravo Girl!". Straciłam dziewictwo w wieku 14 lat i to z mojej inicjatywy. Wyszłam za mąż za mojego pierwszego partnera seksualnego tuż po studiach. Zaszłam w ciążę w wieku 24 lat. Małżeństwo przetrwało trzy lata. Miałam dość jego nieporadności, czułam, jakbym miała dwoje dzieci. Ja pracowałam, zajmowałam się dzieckiem i lubiłam wychodzić na miasto, a on miał problem, żeby chociaż zrobić zakupy. Mój małżeński seks był fajny. Mąż lubił świece, szampana i płatki róż, ja tego nie potrzebowałam, ale generalnie miło.
Wszystkie komentarze
Bardzo mądry komentarz. Każdy psychiatra od razu by zauważył, że w przypadku tych ludzi, jak przy wszystkich uzależnieniach, chodzi o regulację emocji. Więc jest pustka, smutek, ból, który próbuje się ukoić za pomocą tzw. niezdrowych zachowań - nie ważne czy będą to alkohol, narkotyki, kompulsywne zachowania seksualne, wielokrotna masturbacja czy pornografia.
Piękny, empatyczny wykład na ten temat dał choćby dr Gabor Mate, specjalista od uzależnień i traumatycznych doświadczeń z dzieciństwa - www.youtube.com/watch?v=66cYcSak6nE
Należy też pamiętać, że tego typu zachowania - przemoc, niska samoocena, sadyzm, brak wyraźnych granic własnych, są w zasadzie zawsze czerwoną lamką ostrzegawczą, mówiącą, że mamy do czynienia z osobą z zaburzeniami osobowości, których wg DSM-V jest obecnie 10. Więc absolutnie żona tego pana miała rację. Gdyby udał się do dobrego psychiatry na diagnozę, może dowiedziałby się o sobie, że ma np. Osobowość z pogranicza, tzw. Borderline, której częstym objawem jest hiperseksualność. Jest to bardzo częsty autodestrukcyjny objaw tego zaburzenia i np. wiele osób z branży porno ma to właśnie zaburzenie. Oczywiście to są kwestie niesłychanie złożone, należy pamiętać, ze mózgi tych ludzi są inaczej "zakodowane", pewne obszary są w sposób odmienny rozwinięte niż u tzw. zdrowej większości, więc to trzeba też brać pod uwagę.
Doskonały komentarz, nic dodać, niczego ująć.
Zauważę tylko, że alternatywą wobec opisanego wyżej smutku i pustki są smutek i pustka związków monogamicznych, w których partnerzy najczęściej po roku czy dwóch nie mogą już na siebie patrzeć, ale dalej się ze sobą męczą, bo dzieci, bo kredyt, bo co ludzie powiedzą.
Mam jakoś więcej zrozumienia dla tych poszukujących, nawet jeśli ich zachowania są kompulsywne, niż dla gnijących żywcem par, od których nieszczęście i nudę można wyczuć na kilometr.
zawsze można się rozstać
Wyobrażam sobie parę innych alternatyw, nie tylko tą którą opisałeś. Na przykład parę, która pracuje nad sobą, swoim rozwojem i problemami, która świadomie chce być ze sobą i wyciąga z tego tyle dobrego ile to możliwe.
Smutne i wstrząsające to są Ukraińskie dzieci (!) i kobiety przez rosyjska dzicz.
Ten artykuł to tylko maleńki wycinek rzeczywistości swingersów. Tak jak pierwsza bohaterka, większość robi to po prostu dla zabawy, dlatego, że wyłączność seksualna nie jest dla nich najważniejsza w związku, dlatego, że potrafią otwarcie rozmawiać o swoich emocjach i potrzebach, i akceptować siebie takimi jakimi są, nie próbować zmieniać drugiej osoby. To jest zupełnie inny poziom relacji, otwartość, która przeciętnym ludziom nie mieści się w głowie.
Serio, jak się odrzuci katolicki gorset, w którym jesteśmy wychowywani, to świat daje masę możliwości i interpretacji.
Bardzo trafne i odważne spostrzeżenie. Mam wrażenie, że ta gwałtowna krytyka w poprzednich komentarzach jest jakaś rozpaczliwa.
zgadzam się w 1000 procentach.
Byłam z moim partnerem w klubie dla swingersow. Bo chciał i zaczął o tym przebakiwac. Czułam, że za dużo sobie wyobraża i zdecydowałam, że trzeba postawić na konfrontacje. Nie jest typem tańczącym, nie jest typem wyrywającym dziewczyny. Chciałam przerwać ten krąg fantazji...licząc, że trochę przyhamuje.
I rzeczywiście, jak przyszło do realizacji jakichkolwiek fantazji, to na patrzeniu na innych, tańczących się skonczyło... Poczuł się jak singiel, jak powietrze. Niestety, nie można tego powiedzieć o mnie. I mimo, że postawiłam dość mocne granice, zderzyłam się z instrumentalnym traktowaniem, z nadmiarem facetow. Nawet zwykły taniec na parkiecie nie był za darmo... Faceci się do mnie kleili, a jestem raczej przeciętna. Niby z pytaniem o zgodę, niby powolne gotowanie żaby, ale często z lekkim opóźnieniem. Wiem, są regulaminy i tak dalej, ale samo zderzenie z...hm, desperacja i konserwatywnym podziałem rol płciowych, jakiego w życiu nie doświadczyłam tak mocno, pod płaszczykiem wolności, wyzwolenia... Nie chcę czegoś takiego.
Następnym razem...następnego razu ze mną nie będzie. Czuje wstręt, obrzydzenie, kaca moralnego. Głównie z poczucia, że to jest porno na żywo, że za zainteresowaniem takimi aktywnościami stoi jakieś niespełnienie, poszukiwanie, i jest 1000 innych miejsc, do których wolałabym iść z moim partnerem.
Ten komentarz dał mi poczucie, że nie jestem odosobniona w moim myśleniu. Dziękuję.
ale dom był katolicki, prawy i sprawiedliwy, patriotyczny
Przed 1980 rokiem każdy dom był prawy i katolicki, tak jak teraz w Iranie 100% praktykujących prawych muzułmanów. (Kurdów nie liczę, tak jak Polacy nie liczyli mniejszości)
Akurat Kurdowie to też muzułmanie. I nawet ci związani z PKK są prawie zawsze wierzący, i to dość głęboko, choć na tle fundamentalistów szyickich i sunnickich mogą wydawać się liberalni.
Powiedz to kurdyjskim dziewczynkom, okaleczanym w miejscach intymnych...
oraz wielu innych dziewczynek w innych państwach i enklawach muzułmańskich włácznie z Europą.
Większość Kurdów to rzeczywiście muzułmanie, ale ciągle zdarzają się jezydydzi i alewici.
rozumiem, że można mieć alergię na bogoojczyznosławów, ale for fucks sake, ten dom bynajmniej nie udawał konserwatywnego, więc skąd twój komentarz?
smutne dla ciebie, ja wręcz przeciwnie nie widzę tu osób o niskiej samoocenie tylko świadomych tego co chcą
tam też "Mężczyźni zmieniali prezerwatywy, zmieniając partnerkę. To trwało kilka godzin"?
ależ oczywiście
Po prezerwatywę dyga najmłodszy ministrant.
to o tych prezerwatywach brzmi jak jakiś disclaimer, pewnie w wersji na 2020 rok będzie napisane że cały czas mieli maseczki albo inne bzdury
A skąd wiesz, że to nie geny? W tym samym domu może się wychować dwoje bardzo różnych ludzi.
Że co? Cesarstwo Rzymskie u swego schyłku było chrześcijańskie i konserwatywne. Igrzyska olimpijskie zostały zlikwidowane w 393 roku ze względu na swój pogański charakter.
Ale tego w TVP nie mówili. Mówili, że UE to nowy Rzym i zaraz upadnie.
Chrześcijańskie i konserwatywne. Edykt mediolański 313. Konstantyn stawia na kościół. 395 Teodozjusz uznaje kościół za dominujący. 476 Odoaker oficjalnie gasi światło. Czy jednak Septymiusz Sewer, bądź Aurelian nie są ostatnimi władcami dumnego i silnego Imperium Romanum? Czy nieustający kryzys III i IV wieku to silne, zwarte Cesarstwo? Rzym III i IV wieku to czas upadku, czy Chrześcijaństwo to przyczyna? Czy skutek upadku? Zdaje się że debata (naukowa) o upadku, jego przyczynach trwa jakieś 200 lat i nie zmierza w jakimś ostatecznym kierunku. Peter Heather sformułował taką fajną tezę, Rzym nie upadł, Rzym został zamordowany (przez barbarzyńskich najeźdźców). Tym samym czy dekadencki Rzym chaosu III i IV wieku, gdy armia przestaje być obywatelska, a staje się najemnie półbarbarzyńska, a potem całkiem barbarzyńska, gdy dowódcy przestają rekrutować się spośród obywateli na rzecz germańskich wodzów (notabene Stylichon odsądzany od czci i wiary, "barbarzyński" - pół Rzymianin, pół Wandal wódz IV/V wieku był bardziej Rzymianinem, niż ówczesne w pełni rzymskie elity, którym w armii się już nie chciało służyć...) nie jest tym Rzymem upadku elit, rozkładu instytucji? Czy Chrześcijaństwo nie trafiło w pustkę? Nie wypełniło tej pustki? I czy wreszcie kościół, nie przetrwał, gdy cesarstwo upadło? Imperium Romanum przez przynajmniej 300 lat tworzyło zwartą strukturę instytucjonalno, terytorialnie, kulturową dominując nad terytorium oplatającym całe morze śródziemne. I jak każda struktura zużyło się. A nawet upadając pozostawiło na wschodzie spadkobiercę popularnie nazywane Bizancjum, które co najmniej kolejne 300 lat dominowało ówczesny świat. Ale czy Rzym III/IV wieku był kiedykolwiek konserwatywno-chrześcijański? Czy kadłub i marne resztki V wieku w ogóle można jeszcze nazywać Imperium? Czy dekadencja upadłej arystokracji, upadłego państwa nie jest dobrym przykładem dekadencji u schyłku?
Rzym miał okresy lepsze i gorsze, ale dopiero kościół, ze swoim symbolem mordu (krzyż) oraz wrogością wobec nauki, go dobił.
To dlaczego Cesarstwo Wschodnie przetrwało?
Kobieta z artykułu może i jest naprawdę szczęśliwa, jej upodobania nie przeszkodziły w niczym, dopełniają ją. Jeśli tak jest to ok.
Natomiast 1 facet ciągle kocha żonę i nie rozumie, że to nie jej wina, że nie chciała swingować(to trzeba było na początku znajomości ustalić). Ten 2 złapał chorobę weneryczną, żeby było fajnie musi coś wsiąść.
Podsumowując: panowie z tekstu to ten sam poziom co incele(ciągle niezadowoleni), chociaż gdzieś tam wkładają.
I skoro płaczą...to rozumiem, że wyśmiewasz. A skoro tak to - tworzysz system walki i cię to cieszy, że jest jakaś grupa, która ma gorzej. I wg ciebie to ich wina, i na pewno znasz przyczyny i wiesz, że dlatego że są gorsi ?
I równie ciekawe komentarze pod artykułem :) Trochę na zasadzie "uderz w stół..." ;-)
Tez uwazam ze ciekawy.
zgadzam sie, ciekawy artykuł i ciekawy odzew w komentarzach