INNY ŚWIAT
W jednym z programów Tuckera Carlsona padło interesujące stwierdzenie na temat wypowiedzi kanclerza Niemiec, Mertza, dotyczącej tego, że Niemcy mają ograniczenia w zakresie wzmacniania swoich sił zbrojnych.
Chodzi o to, że w wyniku długotrwałej polityki zachęcania imigrantów do swobodnego przyjeżdżania do Niemiec, skład demograficzny obywateli tego kraju znacznie się zmienił. I to nie na korzyść narodu gospodarzy. Niemcy coraz rzadziej rodzą dzieci, a muzułmanie, przebywając w komfortowych warunkach, chętnie je rodzą.
Dlatego rząd Niemiec obawia się znacznego wzmocnienia Bundeswehry, ponieważ w takim przypadku siły zbrojne kraju składałyby się głównie z muzułmanów. A niemieckie elity władzy, pomimo służenia interesom Fininternu (globalistów finansowych) kosztem interesów narodowych, na razie nie chcą uzbroić setek tysięcy muzułmanów. Konsekwencje dla Niemiec mogą być bardzo dotkliwe, żeby nie powiedzieć więcej.
Każdy kraj, łącznie z Rosją, winien uwzględniać tę sytuację przy formułowaniu polityki migracyjnej.
No to co? U nas niedługo tzw armia polińska, po ogłoszeniu powszechnego wojennego poboru, składać się będzie w dużej mierze z banderowców. Mają pesele, mają obywatelstwo, nic nie stoi na przeszkodzie, by bronić „nowej ojczyzny”. Owszem sporo z nich łapówkami, korupcją, cwaniactwem - jak to u tych złodziei jest w tradycji - zastosuje model znany nad Dnieprem i uchylą się od branki. Poza tym o jakiej ojczyźnie mowa? Oni tu są nie dla miłości do ziemi i do nas. On i tej ziemi, i nas nienawidzą; nie po to do nas przyjechali z hajsem robić biznesy, rozwijać się, pasożytniczo wykorzystywać lokalny ekosystem,dzięki warunkom stworzonym im, podarowanym w zębach przez antypolskich zdrajców u niewładzy i sługusów Ukrainy oraz wykorzystywać endemiczną głupotę i naiwność polińskiej mierzwy, by nie móc dalej żyć jak pączek w maśle, dzięki udogodnieniom podatkowym, doskonałym warunkom stworzonym przez antypolskie państwo dla ukraków do prowadzenia biznesu i tworzyć nową klasę średnią, nie po to tu się zwalili, by to tracić. Oni są już tutejszą klasą średnią,przyszłą kadrą zarządzającą dla rzydów tym terenem.
No, ale ktoś z tutejszych droidów będzie musiał także chwycić za broń. I tu dotykamy paradoksu. Polińska mierzwa wymiera, depopuluje się i pomimo zatrważającego zrycia beretów, masowego skretynienia, werbalnej wojowniczości i wlewanej w puste dzbany antyruskiej indoktrynacji, może nie chcieć iść umierać za prawa psiecka i inkluzywność klimatyczną, zwalczanie mowy nienawiści oraz prawa niebinarnych dewiantów. Tak, to prawda. Mierzwa, okradana, oszukiwana nie buntuje się. Jest posłuszna. Jak jej każą, zrobi wiele rzeczy. Lata prowojennej propagandy grozy nie mogą pójść na marne. Biomasa owszem jest potulna, akceptuje płacenie podatków, kseF, drakońskie prawo drogowe, okradanie jej z pamięci, tożsamości, akceptuje nieistnienie systemu edukacji, służby zdrowia, akceptuje nieudolną antypolską polincję, skorumpowany aparat urzędniczo -administracyjny, akceptuje kolejny antypolski nierząd itd, więc można zakładać, że pójdzie zdychać z bronią w ręku.
Otóż nie. Czym innym jest ratowanie swojego życia u konsumenta poprzez przyjęcie trzeciej dawki nakazowej tynktury, a czym innym - realna groźba utraty swego nędznego, nic nieznaczącego po prawdzie, zasranego życia, choćby i pełnego kłamstw. Ale konsument właśnie tylko je ma. Tylko to wegetowanie hedonistyczne, obszyte netfliksami, kredytem hipotecznym, elektrycznym autem, maratonami, podróżowaniem, pogaduszkami z przyjaciółmi na wspólnych obiadkach, obszyte ateizmem, pornografią, uzależnieniami, obszyte brudem, wygodą, pustką
Stanąwszy się dawno satanistycznym poganinem zakolczykowanym,a to serduszkami,a to żonkilem, a to kuponami promocyjnymi lub ofertami last minute, nadwiślański droid przerażony jest perspektywą, że to zgnojone, nieautentyczne, puste, prostackie wegetowanie,bo przecież nie można tego nazwać życiem, może się nagle zakończyć. Sra pod siebie ze strachu. Bo przecież tę bandę wygodnych ciot, miękkich cweli,zdeheroizowano dawno temu.
Sfeminizowane społeczeństwo, sfeminizowani faceci zdolni są co najwyżej do utarczek pod schroniskami dla zwierząt w obronie praw starych, śmierdzących i brzydkich psów nadających się, jako i ich obrońcy, tylko do uśpienia.
Ci nędznicy polińscy dawno zostali uśpieni. Zahibernowani. Funkcjonują jako posłuszni niewolnicy w stanie interletalnym. Ni śmierci, ni życia. Nie ma żadnego z nich pożytku w procesie dziejowym poza byciem uśmiechniętym, tęczowym nawozem, nie ma z nich pożytku w sytuacji konfrontacji, w chwili zdarzeń mających ukazać coś prawdziwego, autentycznego, heroicznego, męskiego, coś chwalebnego, nacechowanego wiecznością. Są zbędni. I taki ich los. Los polińskiej mierzwy. Powyzdycha tu. Wymiera już i tak ekspresowo. Z psieckami na wytatuowanych rękach. I nawet jeśli choćby u jednego z tych droidów tuż przez zdechnięciem pojawi się jakaś pełna trwogi eschstologiczna refleksja, jakaś prostacka w formie i pełna bólu próba wołania ratunku do Boga, to natychmiast i tak zostanie ona stłumiona przez autocenzurę, neopogańską reakcję, satanistyczną czujność rewolucyjną, przywołujące wytatuowanego polińskiego Mypinga nawet w obliczu końca, śmierci, do porządku i do zachowania nowoczesnej klasy.
Historia jednak nie ma litości dla nędznych i małych frajerów, którymi są nadwiślańskie Mypingi, specjaliści od ogrzewania Kijowa.
Ciekawe i krwiożercze czasy. Drapieżnicy górą, trawożercy, polinska zbydlęcona biomasa znów pójdzie na zatracenie. Ciągle po kole.
Po wojnie będzie dyskryminowaną i upadlaną, nieistotną mniejszością na nie swoim już terytorium.
To się nazywa geopolityczna homeostaza.
Nadciąga.
Koniec znaku o nazwie Polska.
Powtórzę, przynudzając, ziewając i drapiąc się po dupie: Jej już nie ma. Ale dojdzie fizyczne, empiryczne. namacalne, doświadczalne ukazanie tego w pełnej krasie. Odarcie z zakłamanej symboliki „niezależności”. Już jesteśmy tego świadkami.
Tak więc bezbożni, próżni, ślepi, niewolni, ograniczeni, wierni zasranej antyludzkiej i antypolskiej konstrukcji o nazwie Czecia Erpe i UE, zakredytowieni, wytatuowani, wyjałowieni, wyjedzeni od środka, zdebileni, niemęscy „wojownicy” - i tak zostaną użyci przez projektantów naszej przyszłości. Jako mięso armatnie, jako nawóz do użyźnienia dla nowego projektu geopolitycznego.
Jaki on będzie, jak będzie się nazywał? Jaki będzie miał kształt geograficzny, jaka będzie jego struktura etniczna?
A kogo z nas może to obchodzić, kiedy Polski już nie będzie?
Po co nam ten świat, jeśli nie będzie w nim Polski?
Zapraszam na mój portal. Tam więcej tego typu przemyśleń z innego świata.
Pokaż mniej