Rozdział pierwszy
Rok 1764
Na początku tego roku wszyscy potentaci Europy cieszyli się bardziej niż kiedykolwiek owocami pokoju, który nastąpił po przeciągającej się wojnie i nie wydawało się, aby którykolwiek z nich myślał o zerwaniu świętych więzów, które zostały przypieczętowane krwią niezliczonych ofiar.
Jednakże śmierć Augusta III, która nie miała spowodować na świecie żadnego innego wydarzenia niż spokojny wybór następcy i która nie miała mieć innego wpływu na sprawy dworów niż zmiana związków, celów i rządzenia w odniesieniu do dworu w Dreźnie, uzbroiła dwie potężne potęgi, które pokazały całemu światu, że nie mają innego celu niż obrona Rzeczypospolitej, której nikt nie zagrażał, a która była zakłócana jedynie przez rozdźwięki wewnętrzne, które książę prymas, przyjaciel tych dwóch mocarstw, wywołał, podsycał i żywił swoim niespotykanym postępowaniem.
Dwory w Wiedniu i Wersalu, jako sojusznicy i wierni przyjaciele Rzeczpospolitej, jej praw i zwyczajów, były gotowe udzielić zgody i ochrony na najmniejszą prośbę zwołania sejmu, tak aby utrwalone zwyczaje narodu nie zostały naruszone w żadnej jego części, czego wyraźnym dowodem była obecność dwóch znamienitych przedstawicieli, którzy na stałe mieszkali w Warszawie.
Jednakże prymas, porzucony na rzecz swojego osłabionego stronnictwa, które pozwoliło się zwyciężyć, ustanowił dwie potęgi arbitrami losu Rzeczpospolitej, na których insynuacje żaden książę nie powinien był zwracać uwagi, przewidując fatalne konsekwencje takiego podejrzanego sojuszu*
Świat nigdy nie widział, aby państwo protestanckie świadczyło ważne usługi państwu katolickiemu bez płacenia za niego wysokiej ceny. Zobaczymy jednak, że Bóg okazał miłosierdzie temu lekkomyślnemu prałatowi, bo kładąc kres jego doczesnej karierze, nie chciał go ukarać, każąc mu rozmyślać o ruinie kraju, której był jednym z głównych współtwórców.
Jak prymas mógł sobie wyobrażać, że monarchowie Rosji i Prus będą gotowi użyć swych sił w obronie praw Polski, skoro byli jej najbardziej naturalnymi wrogami? Są to dwa państwa, które zawsze szukały sposobów, aby je uciskać i gdyby nie miały ukrytych zamiarów, absolutnie korzystnych dla ich interesów partykularnych lub publicznych, a w konsekwencji szkodliwych dla dobra kraju, którego los leżał wówczas w ich rękach, to jasne jest, że nie podjęłyby działań.
Rozważania te nie uszłyby uwadze arcybiskupa, gdyby chciwość i ambicja nie zaćmiły jego rozumu i nie sprawiły, że zaniedbał on święte obowiązki swego stanu.
Niemniej jednak potrafił dostrzec, że nie jest słuszne, aby sam decydował o uznaniu cesarzowej za władczynię całej Rusi, a elektora brandenburskiego za króla Prus, chociaż bardzo pragnął przypisać sobie wraz z Katarzyną i Fryderykiem zasługę za cały sukces tej sprawy i postanowił działać w taki sposób, aby oba mocarstwa były zadowolone ze swoich roszczeń, niezależnie od sposobu postępowania.
Zwołał wszystkich wielkich królestwa, którzy wówczas przebywali w Warszawie, i naradzał się, czy tym władzom należy przyznać tytuły, których żądali. Postanowiono, że mogą zostać usatysfakcjonowani, ale wraz z umową pisemną przedstawioną na najbliższym sejmie konwokacyjnym, na którym zobowiążą się, że nigdy, pod żadnym pretekstem i w żadnych okolicznościach nie będą zgłaszać żadnych roszczeń na mocy tych tytułów, ani korony rosyjskiej do Rusi należącej do polskiego dominium, ani elektora brandenburskiego do Prus Królewskich.
Tak też uczynili władcy, a podpisane i uzgodnione dokumenty umieszczono w archiwach.
Ta ostatnia operacja, która stwierdza, że uznanie to nie może mieć dla Polski katastrofalnych skutków, jest skomplikowana, sprzeczna i niespójna.
Polska jak zwykle może powiedzieć o politykach, którzy popełniają oczywiste błędy, że musieli dostosować się do okoliczności czasów, ale można zadać pytanie Rosji i Prusom w tych kategoriach.
Skoro ty, Rosjo, chcesz być uznana przez Polskę za władcę całej Rusi, a ty, elektorze brandenburski, przez tę samą Polskę za króla Prus, czy masz zamiar kiedykolwiek skorzystać z tych tytułów?
*W tym roku 1764 14 kwietnia w Petersburgu, co odpowiada naszemu 25. dniowi tego samego miesiąca, pojawił się publicznie traktat sojuszniczy między cesarzową Katarzyną a królem Fryderykiem, w którym ustalono między dwoma monarchami w imieniu Trójcy Świętej, że nie ma nic, co bardziej odpowiadałoby ich wspólnym interesom i korzyściom i co byłoby bardziej stosowne dla zapewnienia niedawno przywróconego pokoju w Europie, niż zacieśnienie więzów ich przyjaźni i jedności poprzez zawarcie sojuszu obronnego; w związku z tym zaciągnęli wzajemnie swoje rzeczywiste zobowiązania w oparciu o czternaście artykułów, na które zgodzili się ich pełnomocni ministrowie itp. itp.
Z tego traktatu, który pomijam dla zachowania zwięzłości, a który ciekawi czytelnicy mogą przeczytać w ówczesnych czasopismach, wynika, że monarchowie ci, biorąc na celownik Polskę, bardzo obawiali się poważnych niepokojów wśród mocarstw europejskich, bo doskonale zdawali sobie sprawę z tego, jakie prawa obowiązywały w Polsce w przypadku wyboru króla; gdzie przewidywali, że ostatecznie zostaną zmuszeni do użycia siły. To rozumowanie zamiast skłonić ich do zaniechania swego przedsięwzięcia, skłoniło ich do podjęcia decyzji, że za wszelką cenę zostaną arbitrami przyszłego wyboru króla. Zaczęli więc od uzależnienia księcia prymasa od swojej woli, jak już widzieliśmy. Oprócz tego do wyżej wymienionego traktatu, który podpisały obie strony, dodano osobny artykuł o treści: „przyznając, że Jego Wysokość Król Pruski oraz Jej Wysokość Cesarzowa Rosji dołożą wszelkich starań, aby Rzeczypospolita Polska została utrzymana w prawie do wolnej elekcji i aby nikt nie mógł uczynić wspomnianego królestwa dziedzicznym w swojej rodzinie ani ustanowić władzy absolutnej, te dwa mocarstwa poprzez ten odrębny artykuł wzajemnie zobowiązują się nie tylko do tego, że nie pozwolą nikomu odebrać Rzeczypospolitej jej prawa do wolnej elekcji lub uczynić królestwa absolutnym, ale także zapobiegną wszelkimi środkami, za wszelką cenę i za wspólną zgodą zamierzeniom i celom, które mogłyby zmierzać do tego celu, jak tylko wyjdą na jaw i w razie konieczności użyć siły zbrojnej w celu zabezpieczenia Rzeczpospolitej przed obaleniem jej konstytucji i jej podstawowych praw. Niniejszy artykuł będzie miał taką samą moc i siłę, jakby został wstawiony dosłownie do głównego traktatu sojuszu obronnego, który właśnie został podpisany i zostanie ratyfikowany w tym samym czasie. Na dowód czego my, ministrowie pełnomocni Jego Wysokości Króla Pruskiego i Jej Wysokości Cesarzowej Wszechrosji, należycie do tego upoważnieni, podpisaliśmy itd.”.
Czy to wzajemne porozumienie między tymi dwoma monarchami, przyjaciółmi Polski, jest analogiczne do jej wolności, niech osądzi ten, kto uważa, że ma dostatecznie stanowczy i zdrowy osąd. Kto pisze historię, ten jedynie opowiada fakty i nie ma obowiązku ich komentowania, a nawet te fakty nie mogłyby być poddane badaniu ciekawskich, gdyby sami książęta nie okazali, że tego sobie życzą, gdy z niewiadomych przyczyn publikowali swoje manifesty.

