Posłuchaj 13:00 min

Chcę uciekać z tego miejsca - mówi architekt. Kiedyś tworzył pierwsze szkice Nowego Centrum Łodzi, dziś nie może patrzeć na powstające tam inwestycje mieszkaniowe.

Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piotr Brzózka: Pracował pan ze słynnym urbanistą Robem Krierem nad wstępną koncepcją Nowego Centrum Łodzi, wyjątkowej przestrzeni, w którą miały być wpisane projekty światowych gwiazd architektury - Franka Gehry'ego, Daniela Libeskinda. Kilkanaście lat później powstaje w tym miejscu typowa i masowa deweloperka. Oczy pana nie bolą?

Wojciech Wycichowski*: Wychodząc z dworca Łódź Fabryczna, idąc pod górę po tej pochylni, na chwilę zatrzymuję się i zaczynam staczać z powrotem. Bo chcę uciec z tego miejsca. To jest absolutna parodia centrum miasta i parodia tego, co miało się tam pierwotnie wydarzyć. 

To miała być zupełnie inna forma, inna formuła wręcz. Mogę przypomnieć, jak to miało wyglądać?

Proszę bardzo.

- Wszystko zaczęło się w 2006 roku. Podejmowano wówczas decyzje o lokalizacji Igreka, czyli szybkiej kolei z Warszawy, przez Łódź, do Wrocławia i Poznania. Linia miała przebiegać przez podłódzki Stryków. I tam powstałby główny dworzec, w związku z czym za 50 lat Stryków byłby pewnie większy od Łodzi. 

Ale udało się przeforsować linię średnicową, czyli podziemną kolej w Łodzi. Niedługo potem powołano do życia Fundację Sztuki Świata, założoną przez Davida Lyncha, Marka Żydowicza i Andrzeja Walczaka. Oni wpadli na pomysł, żeby wykorzystać kilkadziesiąt hektarów pustej przestrzeni, które będą do dyspozycji, gdy Łódź Fabryczna zniknie 16 metrów pod ziemią. To był pretekst do tego, by zacząć myśleć o nowej odsłonie miasta, z uwzględnieniem rynku, którego Łódź nie ma. 

Wojciech Wycichowski, architekt, współtworca pierwszej koncepcji Nowego Centrum Łodzi
Wojciech Wycichowski, architekt, współtworca pierwszej koncepcji Nowego Centrum Łodzi Fot. Maciej Mańkowski (archiwum W. Wycichowskiego)

Zaczęliśmy to rysować - byłem jedynym architektem zaproszonym do grona tworzących pierwsze koncepcje. Te koncepcje ewoluowały, w pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że powinna tam powstać specjalna strefa kultury. Było to podyktowane przewidywaniem, które dziś się sprawdza. Jesteśmy żądni kultury, chcemy, żeby było jej jak najwięcej w Łodzi, w Polsce, na świecie. Jest na to popyt, najsłynniejsze muzea są oblegane. 

Przygotowaliśmy projekt nowego-starego miasta, w którym standardowe łódzkie działki o szerokości 21 metrów zostały podzielone na trzy części. Wszystkie te części miały mieć odrębne elewacje. Wszystkie miały być projektowane przez różne biura, wykorzystywane przez różne organizacje. Chcieliśmy zaprosić znanych artystów z całego świata, postaci życia publicznego, żeby zostawili swój ślad w Nowym Centrum Łodzi w postaci kamienic o szerokości siedmiu metrów.

Mówi pan o zabudowie mieszkalnej?

- Niekoniecznie tylko mieszkalnej. Powstała koncepcja Specjalnej Strefy Sztuki. Rozpisano konkurs na projekt szklanej "rury" SSS, wygrany przez niemiecki zespół. Mieliśmy wtedy pomysł, by ostatnie kondygnacje kamienic pełniły funkcje hotelowe z możliwością bliskiego wglądu w galerię sztuki znajdującą się w rurze.

Nowe Centrum Łodzi miało wywołać "efekt Bilbao"

Siedem metrów to nie jest typowa łódzka szerokość, także więc proponowaliście coś, co nie wpisuje się w historyczną tkankę.

- Tworząc coś zupełnie nowego, na zasadzie licentia poetica, mieliśmy prawo do różnych interpretacji tej przestrzeni. Wymyśliliśmy patent taki, że dzielimy 21 metrów na trzy. Wynikało to też z tego, że przewidywano znacznie węższe, zaledwie 12-metrowe ulice. Dla porównania, Piotrkowska w najwęższym miejscu ma 18 metrów, a najszerszym około 25. To była zupełnie inna skala zabudowy, kameralna w gruncie rzeczy.

Mało tego. My w ogóle nie zakładaliśmy, że budynek podziemnego dworca będzie na powierzchni. Miało być jedynie kilka zejść na poziom minus osiem, by obsłużyć wszystkie związane z dworcem funkcje.

Miasto otrzymał masterplan, wykonany przeze mnie, razem z ówczesnym architektem miasta Markiem Lisiakiem. Przekazaliśmy dokumenty z dobrą intencją, w nadziei, że miasto zrozumie, o co chodzi i będzie starało się to kontynuować. Zwłaszcza że pełnomocnikiem nowej prezydent Hanny Zdanowskiej został Andrzej Walczak.

Liczyliśmy, że Walczak da radę, przeforsuje nasze idee - kapitalne, bo potwierdzone przez Roba Kriera, który świetnie czuł Łódź i mocno się zaangażował, nadając tym pomysłom własny sznyt. Rodziło to ogromne nadzieje, że wyjdzie z tego coś na skalę ponadeuropejską.

Byłoby to coś na kształt "efektu Bilbao", który zaistniał po wybudowaniu muzeum Guggenheima w tym mieście. Oczywiście ten efekt jest umowny, nigdzie nie został powtórzony. Ale była szansa w Łodzi, gdzie zachodziły podobne procesy. Tam został zniszczony przemysł stoczniowy, u nas włókienniczy. I wszystkie elementy, które były potrzebne do opanowania tego kryzysu, mieliśmy w Łodzi. Żeby tak się stało, zabrakło odpowiednich osób z wyobraźnią. Osób, które mogłyby pociągnąć temat.

Niestety też, jeśli chodzi o szklaną rurę SSS, która miała już projekt budowlany, która miała nawet pozwolenie na budowę, zabrakło finansowania. Przegraliśmy z inwestycjami w Gdańsku.

Architekt o inwestycjach w NCŁ: nagromadzenie betonu przytłacza

Inwestycje powstające dziś w NCŁ są krytykowane za estetykę, ale nie tylko. Mówi się też o takich parametrach, jak wysokość, gęstość. Niektórzy wskazują, że osiedle posadowione w pobliżu dworca Łódź Fabryczna przesłania widok na zrewitalizowaną elektrownię EC1. Zważywszy, że jesteśmy w centrum dużego miasta, można z tego czynić zarzut?

- Myślę, że można. W centrum miasta powinna być architektura absolutnie wyjątkowa. Ale szansa została zaprzepaszczona, bo miasto - wrócę do momentu, kiedy przekazaliśmy masterplan potwierdzony przez Roba Kriera - nie wiedziało, co z tym zrobić. A ponieważ Łódź zawsze była zadłużona, zawsze szukała pieniędzy, żeby zasypać najbardziej dramatyczne dziury budżetowe, jakość architektury nie była ważna, choć pośrednio wynikała z planów miejscowych.

Dlatego idea została zaprzepaszczona od razu. Zdecydowano się na zabudowę biurową, a kiedy działki zaczęli kupować deweloperzy i nawet powstały już projekty, nagle - w czasach pandemii Covid - okazało się, że nie ma popytu na biura. Więc po raz kolejny trzeba było zmienić myślenie o tej przestrzeni.

Pierwsza koncepcja Nowego Centrum Łodzi vs makieta zabudowy powstającej w NCŁ obecnie
Pierwsza koncepcja Nowego Centrum Łodzi vs makieta zabudowy powstającej w NCŁ obecnie Rys./foto: Wojciech Wycichowski

Finalnie kluczowy teren w pobliżu dworca został kupiony przez firmę Archicom. I ta firma poszła do miasta, mówiąc: sorry, ale przy zakładanej wysokości 21 metrów nic nie jesteśmy w stanie zrobić, bo Excele nam się nie zgadzają.

Problemem dziś jest nie tylko wysokość, ale też gęstość. Nagromadzenie betonu, przeskalowane w stosunku do tej części miasta, po prostu przytłacza.

Archicom dostał zapewnienie, że będą zmiany, na co zgodzili się wszyscy, którzy nie powinni się na to zgodzić - architekt miasta Marek Janiak i Miejska Pracownia Urbanistyczna. Polityka zadecydowała, że centrum miasta zostało zdewastowane na zawsze. Tego się nie da wymazać, zmienić.

Postawię się w roli "adwokata diabła" i zapytam: czy w realiach gospodarki rynkowej należy się obrażać na to, że czynniki ekonomiczne determinują kształt inwestycji?

- Nad miastem powinien panować architekt, który ma wizję. I on powinien być całkowicie apolityczny oraz niepodatny na cokolwiek. Marek Janiak, gdy dostał propozycję, by zostać architektem miasta, wypisał na kartce A4 chyba ze 30 warunków. Mówił, że jeśli jeden z nich zostanie złamany, rzuca papiery i idzie na uczelnię.

Po trzech miesiącach jedna trzecia tych ambitnych warunków była złamana, po roku - wszystkie. Janiak przyspawał się do fotela i choć zrobił kilka fajnych rzeczy, był bardzo posłuszny, jeśli chodzi o kibicowanie pewnym inwestycjom deweloperskim.

Dzisiaj jest jeszcze gorzej, ponieważ nie ma architekta miasta, jest osoba, która występuje na tym stanowisku jako p.o. Z zawodu projektant wnętrz. Urzędnicy nie chcą konkursu na to stanowisko, bo wygodnie się współpracuje z kimś, kto szybko podpisze każdy dokument, znacznie gorzej by było z architektem miasta z solidnymi kompetencjami.

Czuję, że dostaniemy kilka polemik...

- Oczywiście, Marek Janiak będzie bronił swoich decyzji. Ale to, że zgodził się na 44 metry wysokości w NCŁ, jest nie do obrony. Tłumaczenie oczywiście jest takie, że miasto bardzo chciało, by cokolwiek tam powstało. Bo była pustynia...

Albo mieszkania, albo nic? "Pozostaje się pogodzić z degradacją"

I właśnie ten argument padał kilkanaście lat temu, po upadku pierwotnej wizji NCŁ, i pada też dziś: albo to, co jest, albo nic.

- Absolutnie się tym nie zgadzam. Bo należało prowadzić konsekwentnie temat ze specjalną strefą kultury. Teraz pozostaje się pogodzić z absolutną degradacją.

Jako miasto zdecydowaliśmy się na deweloperkę...

- Mówi, pan "jako miasto"... Jako urząd miasta i urzędnicy, którzy jednostkowo podejmowali decyzje. Nikt się nie pytał mieszkańców.

Zawsze byłem dość uciążliwym klientem miasta, bo chodziłem na wszystkie spotkania z mieszkańcami w sprawie rewitalizacji. I wiem, że one były tak organizowane, żeby jak najmniej osób przyszło. I żeby jak najmniej było uwag. Te spotkania musiały się odbywać, bo takie były zasady przyznawania pieniędzy i badania postępów realizacji, ale mieszkańców praktycznie na nich nie było.

Inna rzecz - byłem reprezentantem Łódzkiej Izby Architektów, SARP-u oraz Łódzkiej Izby Budownictwa w komitecie rewitalizacji. Był to i wciąż jest ciało działające pod pieczą prezydent Zdanowskiej. Taki kwiatek do kożucha. W ramach mojej aktywności  zaprzeczyłem temu, że gminny program rewitalizacji jest dobrze zrobiony. Udowodniłem, że jest w nim taka liczba błędów, iż należałoby go zmienić. Zostało to przegłosowane, mało tego, pani prezydent zgodziła się na radzie miasta z moimi argumentami.

Oczywiście gminny program rewitalizacji nie został zmieniony...

Więc tak wygląda podejmowanie decyzji w Łodzi. Nawet jeśli ktoś się awanturuje, rozpycha i znajduje błędy, nie ma żadnego posłuchu.

Kolejnym przykładem na rozrzutność miasta jest to, że żaden z przetargów na rewitalizację nie uwzględniał kryterium kosztów późniejszej eksploatacji. A one są absolutnie kluczowe, jeśli chodzi o wydatki. Dopuszczano zamienne projekty na materiały, zapominano o tym, by porządnie zrobić izolacje poziome i pionowe w fundamentach. Dziś cała ulica Włókiennicza jest do remontu. Wszędzie jest pleśń, podchodzi woda. Nikt o tym nie pomyślał.

Frank Gehry nie żyje, Łódź tęskni za star-architektami

Po śmierci Franka Gehry'ego wybrzmiała w Łodzi tęsknota za star-architektami, za śmiałymi wizjami. Jest jednak rok 2025, a my rozmawiamy o utraconych szansach, deweloperskich blokach, rewitalizacji kamienic. Może rynek brutalnie wskazuje, że to miasto nie ma potencjału na wielkie inwestycje kulturalne, na ikoniczne projekty?

- Moim zdaniem cały problem tkwi w ludziach. W niczym nie ustępowaliśmy Bilbao, a może nawet wyróżnialiśmy się na korzyść. Oni mieli sytuację trudniejszą, ale może sprzyjało im szczęście, jeśli chodzi o ludzi, w tym polityków, którzy widzieli, że taka inwestycja ma sens. Byli w stanie ogarnąć rozumem to, co się działo.

Projekt i realizacja muzeum Guggenheima w Bilbao były potwornie drogie. 140 milionów euro to był w tamtych czasach ogromny pieniądz. Ale - choć jest to szokujące - ta inwestycja zwróciła się w ciągu roku. 

Dlatego upieram się przy twierdzeniu, że bardzo dużym wkładem we wszystko, co robimy, są ludzie. Ważne jest też wykształcenie. My, jako społeczeństwo, jesteśmy bardzo słabo wykształceni w sprawach kultury, sztuki. To jest absolutnie pomijane, ważniejsza jest religia. Zaległości są kilkudziesięcioletnie. Nie mniej ludzie mogli  zdecydować o tym, że centrum Łodzi wyglądałoby zupełnie inaczej. Jestem przekonany, że dalibyśmy radę.

*Wojciech Wycichowski. Architekt; absolwent studiów podyplomowych w zakresie rewaloryzacji i konserwacji zabytków miejskich. Współtwórca koncepcji Nowego Centrum Łodzi. Laureat wielu nagród i wyróżnień w konkursach architektonicznych. Przewodniczący rady Fundacji Ulicy Piotrkowskiej.

Redagował Bartłomiej Derdzikowski

Piotr Brzózka
Piotr Brzózka
W mediach od 2002 roku. Autor kilkunastu tysięcy tekstów o tematyce ekonomicznej, politycznej, społecznej. W przeszłości związany m.in. z "Dziennikiem Łódzkim" i "naTemat".
icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
67
komentarzy
Miastu najlepiej wychodzi sadzenie mikro drzewek, które kolejnego lata umierają z braku wody.
już oceniałe(a)ś
Łódź to parodia miasta, a jedyny efekt jaki tu się dostrzega to efekt Bajobongo, a nie Bilbao. Tu rządzą deweloperzy, wielkopowierzchniowe reklamy, żuleria na zasyfiałej Piotrkowskiej, Żabka co 100 metrów, walące się kamienice, remonty trwające latami. Brak parkingów i korki. Tak wygląda rzeczywistość.
@Essox123
A to jest parodia komentarza.
już oceniałe(a)ś
@Essox123
Zasyfiałą Piotrkowską to ja bardzo dobrze pamiętam. Sprzed 35 lat, tak powiedzmy z 1990 roku. Wtedy o takiej Piotrkowskiej jak dzisiaj, mogłem tylko pomarzyć. Że Żabka co 100 metrów, znaczy, że sklepy spożywcze dla mieszkańców? Straszne, po prostu straszne! Że remonty są? Niedopsze. Niedopsze! Że deweloperzy budują na wyścigi mieszkania i to w centrum Łodzi? Wampiry! No i te korki. Przecież każdy musi mieć samochód!
Dlaczego są w Łodzi korki,jak nie przymierzając w Paryżu?
już oceniałe(a)ś
@caramba!
Ja pamiętam Łódź z początku lat 70-ych. To dopiero była tragedia! Kocie łby, rynsztoki...
już oceniałe(a)ś
@Essox123
Kompletne brednie.
już oceniałe(a)ś
W Łodzi nowe, duże inwestycje nigdy nie zostały należycie dokończone; szybki tramwaj (jest wolniejszy), tunel - który miał się kończyć za skrzyżowaniem marszałaków, dworzec fabryczny - za płytko wykopany, Włókiennicza - gnije, Jaracza i jeszcze wiele innych. Teraz NCŁ zabudowane mieszkaniami a wydawałoby się, że już nie da się tego projektu schrzanić. A jednak... Widać to taka tradycja w tym mieście.
już oceniałe(a)ś
przysłonięte EC1 przez bloki mieszkalne to zbrodnia na mieście. jak wychodziło się z fabrycznej i czuło te przestrzeń oraz monumentalne EC1 to wrażenie było niesamowite. właśnie to jest jedna z ulubionych części składowych Łodzi. niska zabudowa i przestrzeń planowanego (niegdyś) miasta.
już oceniałe(a)ś
"Parodia tego, co miało się tam wydarzyć... "
To świetne podsumowanie ostatnich 15 lat miasta Łodzi.
@weber
Ostatnich 30 lat miasta Łodzi.
już oceniałe(a)ś
Przecież mieszkania w tych blokach koło Fabrycznego będą oferowane głównie na najem krótkookresowy. To będzie miejsce wiecznej rozpusty a nie stałe miejsce zamieszkania rodzin z dziećmi… Bo Adaś tak chciał i już!
już oceniałe(a)ś
Jak gdziekolwiek pojawia się Żydowicz to należy uciekać od tego przekręciarza jak najdalej.
@ppaya01
A co to ma do rzeczy?
już oceniałe(a)ś
@HanKan1
To, że płacz akurat za Fundacją Sztuki Świata jest wysoce nie na miejscu. Starczy spojrzeć, w co się wkopał Toruń, który dał się temu człowiekowi podpuścić.
już oceniałe(a)ś
@osoba-z-Lodzi
Co do Żydowicza pełna zgoda, ale naprawdę dało się osiągnąć założone cele bez niego. To już 16 lat jak zawinął się z Łodzi.
już oceniałe(a)ś
@barwa
Z prawami autorskimi do projektów NCŁ?
już oceniałe(a)ś
Nie byłem zwolennikiem prezydenta Kropiwnickiego ale plan NCŁ był ambitny i miał szanse realizacji przynajmniej częściowo. Remont EC1 cudeńko, reszta łączie z okropnym dworcem, tak uważam go za praktyczny, ale brzydki.Mogło powstać coś unikalnego w skali kraju. To co powstało za pani prezydent Zdanowskiej to wyprysk, to Łódź-Klaliska 2.0 (Łódź ku..a), to miejsce , które nie przyciągnie ani nie zachwyci absolutnie nikogo. Płakać się chce bo wydano ogromne środki publiczne na uporządkowanie i wykupienie terenu a powstanie brzydkie nawet jak na Łódź blokowisko.Zaprzepaszczono ogromną szansę. Wstyd i hańba. Po H.Zdanowskiej pozostanie godny jej pomnik.
@odyssey_2008
Zdanowska wybudowała Łódź - Kaliską, ku...a? Jak ktoś będzie chciał gdzieś jechać, to go Łódź -Kaliska "przyciągnie". W środku jest fajniej niż na dwóch poprzednich dworcach.
A Kropiwnickiego pamiętam tylko z wojny z Manufakturą.
już oceniałe(a)ś
@odyssey_2008
nic nie zaprzepaszczono. Stare centrum Łodzi jest super. Najważniejsze, że to miasto dobre do życia. Mogliby tylko zakończyć remonty dróg, byłoby lepiej.
już oceniałe(a)ś
@caramba!

Wagina przed Teatrem Wielkim to chyba też jego. Poza tym hejnał i rozrzucanie cukierków z karety.
Ale podobno - przejściowo być może - zlikwidował kolejki w wydziale komunikacji.
już oceniałe(a)ś
@odyssey_2008
Zdanowska budowała dworce kolejowe? Really?
już oceniałe(a)ś
@hsme
Super jest stare centrum, dlatego się zawali, jak przejdą pod nim dwa tunele :)
już oceniałe(a)ś
H6dffJqgAjRcT4ail4K6WMonGXvErpJE5Gmeza3BttE=
Teraz możesz słuchać naszych artykułów. Wersja audio została stworzona przy pomocy AI. Dowiedz się więcej.