To dzieło z Tomem Cruise'em i Nicole Kidman nigdy nie było tak aktualne, jak dziś.
Tajemnicza sekta organizuje wytworne uroczystości, na które wstęp mają jedynie wybrańcy: biznesmeni, politycy czy artyści. Możni tego świata, obsługiwani przez zwerbowane młode kobiety, spełniają tu swoje sprośne fantazje. Każdemu, kto ujawni informacje na temat tego procederu, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.
Brzmi znajomo? „Oczy szeroko zamknięte", dzieło z 1999 roku, stało się niezwykle aktualne po publikacji ponad 3,5 miliona stron akt afery pedofilsko-stręczycielskiej Jeffreya Epsteina. Serwisy społecznościowe są zalewane od kilku dni przez teorie spiskowe dotyczące rzekomo profetycznego charakteru filmu Kubricka: niektórzy domagają się nawet ekshumacji reżysera, który zmarł kilka dni po premierowych pokazach.
Wszystkie komentarze
Przecież wiadomo, że takie orgietki i orgie odbywały się na salonach możnowładców od zawsze, to akurat nic nowego. Wtedy jednak za handel młodymi dziewczynami, dziećmi, kobietami, za gwałty, zniewolenie, przemoc - nikt nikogo nie ścigał.
Współcześnie żyliśmy w przekonaniu, że czasy są bardziej "transparentne", że demokracja i prawo, nie pozwalają na takie nadużycia, itd, itd, bla bla bla. Okazuje się, że nic się nie zmieniło : )) Nie wiem też czy można liczyć, że ludzie Epsteina poniosą jakąkolwiek odpowiedzialność karną, czy też się wyślizgną. W Europie paru kolesi zrzekło się już intratnych funkcji, ale czy pójdą za kratki? Wątpię. A w USA to już w ogóle - hulaj dusza, piekła nie ma, tam najprawdopodobniej nie wydarzy się nic znaczącego w kwestii konsekwencji prawnych.
"za handel młodymi dziewczynami, "
Powinnam dodać też: "oraz chłopcami".
Coś się jednak tam wydarzyło. Epstein poszedł jednak do pudła. Panna Maxwell też.
Jako jedyni, tak. Czekam na następne głowy, bo jest ich tam dużo.
To może trochę potrwać, bo mamy tu do czynienia z bardzo bogatymi ludźmi. Z miliarderami. A jak wiesz za pieniądze można dużo załatwić. Chodzi tu nie tylko o najlepszych adwokatów. Wielu ludzi można przekupić i w ten sposób uciszyć. Jeśli taki miliarder Wexler zaproponuje komuś 10 milionów dolarów, to jest duże prawdopodobieństwo, że ta osoba będzie "mądrze" zeznawać w sądzie.
Oczywiście. Dlatego MAM OBAWY, że nie zobaczymy prawidłowego procesu w tej sprawie.
Najbardziej prestiżowe nowojorskie kancelarie adwokackie bedą skrupulatnie analizować przeszłość ofiar i świadków, żeby znaleźć jakieś kompromitujące haki, które nie muszą być nawet związane z tą sprawą. Chodzi o to, żeby można ich było szantażować.
Już to wiesz tak? Już byś skazał wszystkich z elit bez prawa obrony i prasowymi dowodami i może na podstawie filmu opartego na książce sprzed 100 lat. Jak czytam takie wpisy ammma i twoje tęskno mi za ludźmi myślącymi z dawnych czasów, ceniącymi dowody i prawo do obrony. Wraca prawo linczu najlepiej elit
kazdy lubi sie pieprzyc, jakbys mogl sobie kupic miche koki i 3 kury tez bys to robil, wielkie odkrycie, taka ludzka natura, czy wsrod bogatych czy biednych. najwieksza dzietnosc jest w krajach najbiedniejszych
To tylko kozły ofiarne dla zamknięcia ust gawiedzi
- o aferze Epsteina - "Oczy szeroko zamknięte"
- o sztucznej inteligencji - "2001: Odyseja kosmiczna"
- o małych ludziach zyskujących sławę i pieniądze - "Barry Lyndon"
- o socjoeksperymentach na ludziach - "Mechaniczna pomarańcza".
Wszystko wiedział, wszystko przewidział. Jak na prawdziwego geniusza przystało.
I jego niedocenione dzieło czyli lądowanie na księżycu.
Tak ;-)
Polecam obejrzenie "Lśnienia" pod kątem motywów kosmicznych - zadziwiające, ile ich można umieścić w filmie o szalonym dozorcy hotelowym... Zupełnie, jakby się chciało coś powiedzieć ;-)
Podobnie w kulturze polskiej takim wizjonerem był Stanisław Lem - przewidział tajemniczą asteroidę, dającą domysły, że to może być pradawny, skamieniały statek innej cywilizacji (Omuamua, 3I-Atlas)
Jest oczywiście proste wyjaśnienie ich geniuszu i przenikliwości - to przybysze z przyszłości :-)
Pozdrawiam rocznik 1972!
I o misji Apollo! ;-)
Dorzucić można jeszcze genialnego Leonarda da Vinci.
I nikt z setek osób zaangażowanych w to przedsięwzięcie sfingowania lądowania na księżycu nigdy nie pisnął słowa? Nawet na łożu śmierci, gdy bycie w ewentualnym niebezpieczeństwie nie miało już w sumie żadnego znaczenia? No c'mon.
Sfilmowanie "lądowania" wymagało tylko Kubricka, operatora, montażysty, jednego-dwóch dekoratorów. Może specjalisty od efektów specjalnych. Przy takiej małej grupie da się zachować tajemnicę. Dodajmy, że Kubrick miał wiele obsesji, w tym na temat sekretności - kazał np. zniszczyć wszystkie modele kosmiczne użyte przy kręceniu "Odysei", żeby nikt inny ich nie wykorzystał.
Miłośnicy teorii spiskowych oczywiście powiedzą, że wszystkich realizatorów "lądowania" zabiła CIA. Kubrick zmarł we śnie... Przypadek? Nie sądzę! ;-)
W każdym razie, jedno jest pewne: Kubrick MÓGŁ nakręcić "lądowanie" na Księżycu i zrobiłby to takt, że nikt nie dostrzegłby, że to, mówiąc dzisiejszym językiem "Deep fake". Czy zrobił to? Nie sądzę, myślę, że jednak Amerykanie wylądowali, Ruscy na pewno śledzili lot Apollo radarami i wiedzieliby, że to kit. Ale... rakiety w "Lśnieniu" SĄ dziwne i dają do myślenia.
Kubrickowcom polecam film "Room 237"!
To, co łączy Pasoliniego i sprawę Epsteina, to motyw bezkarności elit i pytanie, jak daleko może posunąć się władza, gdy nikt jej nie kontroluje — oraz czy kino nie ostrzegało przed tym znacznie wcześniej, niż chcielibyśmy przyznać.
To może jeszcze wrzucimy film "Kaligula" z 1979 roku.
No tak, ale film Brassa to takie bardziej softp*rno w porównaniu z Pasolinim.
Film Pasoliniego nie pokazuje żadnych "elit"(raczej antyelit?), jest to czysta fantazja łącząca XVIII wieczne dzieło markiza de Sade z wyimaginowanym okrucieństwem faszystów. Faszyści byli okrutni, ale w zupełnie inny sposób. Film jest kontrowersyjną prowokacją zrealizowaną perfekcyjnie, ale nie ma nic wspólnego z realizmem. Jedzenie ludzkiego kału jest swoistym sygnałem o surrealizmie tego przerażającego dzieła.
Problem polega na tym, że umożliwiliśmy elitom koncentrowanie coraz większego bogactwa i władzy i trochę sami się pocieszaliśmy tym, że przynajmniej są one lepsze niż ogół społeczeństwa, więc jakoś na to zasługują. Tymczasem, po pierwsze nie są lepsze, a po drugie - jak już się znalazły na tych szczytach, na które pozwoliliśmy im się wspiąć - to uznały, że pojęcie dobra i zła w ogóle nie ma do nich zastosowania.
Krótko mówiąc, elity zawsze takie były i zawsze miały tendencje do wyradzania się z reszty społeczeństwa (to wręcz jest część istoty elitarności), a my musimy sobie sami odpowiedzieć na pytanie, czy naprawdę chcemy umożliwić im skupianie takiego bogactwa i władzy, jak teraz, czy jednak poddać je większym ograniczeniom i większej kontroli. Ze świadomością, że - jeżeli chcemy je z powrotem sprowadzić do wymiaru ludzkiego - to musimy zacząć działać już, bo proces koncentracji bogactwa i władzy w ich rękach nie tylko trwa, ale wręcz przyspiesza. I za jakiś czas bez rewolucji czy innej katastrofy może być ciężko go odwrócić.
TAX THE RICH.
"wręcz jednym z atrybutów elitarności jest przekonanie, że nie jest się związanym normami moralnymi obejmującymi normalsów." - oczywiście, a ci normalsi są naturalnymi nośnikami praw moralnych i strażnikami moralności. Jak bardzo trzeba być naiwnym, by w to wierzyć. Jeżeli chodzi o realizowanie swoich pasji czy schlebianie żądzom, jedyne co odróżnia bogatych od biednych, że na więcej ich stać. Założę się, że przytłaczająca większość tych moralnie wzdętych bez wahania przyjęłaby zaproszenie na wyspę miłości, tylko nikt ich nie chciał zaprosić.
Czym innym jest świadomość negatywnych skutków nadmiernej koncentracji kapitału, ale życie w poczuciu takiego naiwnego dualizmu moralnego może być zgubne.
Ależ ja nie napisałem, że normalsi są lepsi od elit. Napisałem jedynie, że elity nie są lepsze od normalsów. A dodatkowo - i przy tym będę się upierał - elity są (z uwagi na swoją pozycję społeczną i majątkową) - zdecydowanie słabiej niż normalsi poddani mechanizmom społecznej kontroli, który wymusza zachowanie zgodne z normami, niezależnie od tego, czy dana jednostka ma te normy zinternalizowane, czy nie. I będę się również upierał przy tym, że jest ten czynnik dodatkowy - czyli potrzeba udowodnienia sobie (i innym), że jestem na tyle bogaty i wpływowy, więc mogę więcej. Tym bardziej, że - skoro widzę, że mogę bez trudu, wykorzystując swoją pozycję, kształtować życie bliźnich - to w sposób naturalny pojawia się tendencja do traktowania ich przedmiotowo. A zło wyrządzone komuś, kto nie jest do końca człowiekiem, tylko przedmiotem w moich rękach, nie jest w takim samym stopniu odczuwane jako zło. Dodatkowo taki członek elity może uważać, że otaczający go ludzie o niższej pozycji społecznej, też tak naprawdę traktują go przedmiotowo, że nie lgną do niego, bo go lubią, tylko chcą coś uszczknąć z jego pozycji i majątku. Sądzę, że mniej więcej tak to działa. I wierzę, że wielu tych ludzi, którzy u Epsteina robili straszne rzeczy dziewczętom ściąganym z Europy Wschodniej, nawet nie pomyślałoby zrobić tego samego osobie równej im statusem społecznym. Bo dla nich prawdziwym człowiekiem jest jedynie inny członek elity.
Wszyscy się tak bawią. Ale rozumiem, że masz frustrację bo ciebie nikt nie zaprosił.
Tak, to znaczy jak? Ściągają nieletnie gdzieś z głębokiej Rosji i namawiają do seksu kusząc karierą modelki? Ty też tak robisz? Po pierwsze, wątpię, a po drugie - jeżeli tak, to nie ma się czym chwalić.
Zepsuci bogacze to nie są żadne elity!!!
Elita, to po prostu osoby na szczycie hierarchii społecznej. Oczywiście wejść do tej grupy można na różne sposoby, ale raczej mało kto wchodzi do niej za szczególne przymioty moralne. Również sytuacja, w której ktoś okaże się głęboko niemoralny, sama w sobie nie musi powodować utraty przynależności do elity. Natomiast, jak napisałem powyżej, sami mamy tendencję do przypisywania tym, którzy znaleźli się na szczycie, wysokiego poziomu moralnego, niezależnie od tego, czy rzeczywiście go posiadają. Również sami członkowie elit często próbują w ten sposób kształtować taki swój obraz. Bo dla wszystkich jest to wygodne: dla nas trudniejsze do zaakceptowania byłoby to, że ponad nami są ludzie, którzy, w większości, na taki status w żaden sposób nie zasłużyli. A oni, dzięki temu do kapitału realnego, dodają jeszcze kapitał autorytetu. Dlatego ta cała afera Epsteina jest taka ważna - bo zmusza nas do spojrzenia na porządek społeczny bez różnych zafałszowań, które sami często sobie tworzymy i pielęgnujemy. Przecież są w nią zaangażowani członkowie bardzo różnych segmentów elity: politycy, biznesmeni, sportowcy, artyści, nawet wybitni intelektualiści. I ci z prawicy, i ci z lewicy, i ci z centum. Można powiedzieć, że reprezentatywna grupa.
Tak tak pajacu
"ten film powstał właśnie dlatego" - nie, nie dlatego.
wybitna wypowiedź, bardzo merytoryczna. Gratuluję.
Czyż nie po to zostaje się królem?
A ja myślałem, że tylko carycę i kilka urodziwych kochanek.
Fakt.Autor artykułu był za młody by go zrozumieć w 1999.
Nikt tego nie rozumiał w 1999. Uwagę odwracały piersi.