Powierzchowny we wszystkim Stanisław August nawet nie zdołał zgłębić zasad wista, acz ta gra była mniej skomplikowana od dzisiejszego durnia. Siadał do stolika, rzucał bezmyślnie kartami, przebijał asa atutowego dwójką i zgarniał lewę. Partnerzy dworsko milczeli, protestowali dopiero, gdy chciał zgarnąć również ich pieniądze. Stanisław August władał biegle sześciu językami, tyle z tego było pożytku, że każde głupstwo mógł powtórzyć na sześć odmiennych sposobów. Podobnie, jak o swym rozumie, było doskonałego mniemania o swym cielsku. Widząc gdzieś swój portret zbyt podobny, czyli szkaradny, wypraszał go zaraz od właściciela i niszczył. Miał szczęście, że nie znano fotografii – nie nadążyłby w destrukcji.
Za duża głowa, długi kadłub, wystające siedzenie, króciutkie nogi – Stanisław August człapał z namaszczeniem, wypinał brzuch, leniwy w gestach, uśmiech i łzy na zawołanie. W mowie wykwintny, maniery wytworne – czasem ugościł lokaja kopniakiem, prasnął w gębę, zwymyślał po dorożkarsku, ale czynił to tylko gdy był w złym humorze i żaden cudzoziemiec nie widział.
Służba nie narzekała, bo kolejka rzadko przypadała – dwór liczył przecież 275 osób płatnych i drugie tyle honorowo funkcjonujących, tj. takich, co o wiele lepiej zarabiali, bo otrzymywali prezenty i kradli. Przepracowanie zatem nie groziło. Jak przystało na mecenasa literatury król wyznaczył kucharzowi Tremo najwyższą pensję 800 zł.; ukochany, podziwiany szambelan Trembecki pobierał 720 zł.; dobra baranina wyprzedziła świetne wiersze. Sekretarze załatwiali tylko sprawy państwowe więc mieli po 600 zł.
Fragment tekstu

