This website utilises technologies such as cookies to enable essential site functionality, as well as for analytics, personalisation, and targeted advertising. To learn more, view the following link: Cookie Policy
Interesujący artykuł. Wyłania się tutaj ciekawy obraz wczesnego Lema jako takiego Remigiusza Mroza nauki. Wygląda jednak, że szczęśliwie wnioski wyciągnął, bo później było już lepiej, i - zgodnie z radami ob. Białoborskiego - bardziej ogólnie :-)
Śledzę z uwagą i trzymam kciuki od dawna (przez jakiś czas nawet wspierałem na Patronite).
Patrząc na komentarze i moje własne doświadczenia - wśród tego typu bloga dużo więcej jest ludzi, którzy czytają z pomocą RSS i generalnie są "mniej typowi", dlatego Facebooka można olać. Zwłaszcza, że - co mam nadzieję wiesz (a jeśli nie sugeruję sprawdzić w statystykach i przygotować się na szok) - większość osób lajkujących nie czyta tekstu. Lajkuje, bo podoba im się obrazek albo teza w tytule...
Dlatego stawiałbym na mocne google analytics + np. hotjar z wyciąganiem wniosków (zapięcie statystyk to jedno, czytanie i robienie coś z wnioskami, to co innego) oraz bycie SEO-friendly (nie pisanie pod SEO, ale po prostu zachowanie pewnych dobrych praktyk). Szukałbym też innych miejsc social-mediowych, które mogą być lepsze. W przypadku mojej specjalizacji (zarządzanie), FB to jakiś dramat, za to genialnie działa LinkedIn.
Tyle gadania. Przede wszystkim jednak: dzięki za świetny blog i powodzenia w 2021!
PS To, że jeden projekt taki, jak ankieta wśród naukowców nie wyszedł, nie znaczy, że inne nie chwycą. Racjonalnie można wyciągać wnioski dopiero po ładnych kilku próbach :-)
Już się bałem, że będę musiał przestać Cię cenić, bo odsądzisz sprint zero od czci i wiary. Na szczęście: ufff. Całkowicie się zgadzam, chociaż pamiętam gromy rzucane przez Scrum-purystów na takie pomysły. :-)
Dziki Kucyku. Wypowiedzi takie jak Twoja są właśnie kwintesencją polaryzacji, o której pisze Natalia. Życie to nie Władca Pierścieni, gdzie wszystko jest czarno-białe. Życie bardzo szare jest. A przynajmniej byłoby dobrze, gdyby tak było. Inaczej możemy skończyć albo w Państwie z ulicznymi automatami do aborcji, albo z obowiązkową spowiedzią raz w tygodniu.
Oczywiście o ile przeżyjemy poprzedzającą ten radosny ustrój wojnę domową.
@Kłamstwo: jedno nie wyklucza drugiego. Sam napisałeś "także liderom się wydaje, że ogarniają". Nie twierdzę, że nie ma takich, co kłamią. Twierdzę, że przeceniamy przebiegłość ludzi. Większość z tego to raczej ego, krótkowzroczność i głupota, niż Makiavelli 2.0
a) tym, że liderzy oraz inne osoby, które twierdzą, że ogarniają złożoność świata kłamią. To nie kłamstwo, to problem z brakiem pokory i przerośniętym ego. Im faktycznie WYDAJE SIĘ, że ogarniają :-)
b) tym, że 100 lat temu była podobna niepewność. Było jej sporo. Więcej, niż większość ludzi (w tym piszących z pozycji "wszystko jasne i oczywiste, tylko ten debil błąd zrobił" historyków) jest w stanie przyznać. Jednak wg. mnie dzisiejszy stopień połączenia wszystkiego wydatnie tę niepewność zwiększa. Kiedyś błąd w kodzie napisanym w Krakowie nie mógł wywalić NAZAJUTRZ połowy sklepów w Ameryce Południowej, a kryzys w jednym kraju niekoniecznie pociągał za sobą kilkanaście kolejnych.
a) ktoś zawsze musi zacząć (są ludzie co mówią "ja nie będę sortował, bo Kowalski nie sortuje" b) dajesz przykład innym, w tym młodszym pokoleniom c) nigdy nie wiesz, kiedy zainspirujesz kogoś kto ma większy wpływ albo kiedy sama będziesz go mieć. Kiedyś sam miałem mały, teraz mogę decydować np., że moja firma szkoleniowa korzysta z niebielonego papieru, nie używa praktycznie żadnych gadżetów, a w ramach przekąsek serwuje lokalne jabłka. A to już w skali robi SPORY wpływ.
Po pierwsze: props za poruszenie tego turbo-istotnego tematu. Po drugie opiszę coś, co może nie jest najbardziej dramatyczne i widowiskowe, ale mam nadzieję coś, co pomoże jakiemuś menedżerowi.
Dramatis personae:
Ja (lider): wzór cnót wszelakich Zły K. (członek zespołu): manipulator
Byłem ofiarą, gdy K. nie dostarczał, byłem ofiarą próbując z nim rozmawiać, byłem ofiarą żaląc się na niego w kuchni. Aż do pamiętnej rozmowy okresowej, kiedy to jeszcze w towarzystwie drugiego managera postanowiłem nie dać się zbić z pantałyku.
Postanowienie było mocne. Przyszedłem przygotowany genialnie. Ale na rozmowie, wyprowadzony z równowagi samozadowoleniem K., zamiast zadbać o współodpowiedzialność, bardzo szybko zaatakowałem. Podniosłem głos i zacząłem wyliczać grzechy niczym rasowy kat.
W efekcie: - straciłem bardzo w oczach drugiego managera - potwierdziłem opinie K. o sobie, że jestem leszczem - oraz... stałem się teraz wybawcą, bo było mi tak głupio, że zacząłem K. nadskakiwać
Kurtyna.
Dlatego:
a) uczcie się dawać dobry feedback i róbcie to na bieżąco :-) b) powtarzajcie niczym mantra "współodpowiedzialność, współodpowiedzialność, współodpowiedzialność"
Hej Karol, tak jak Ci już wspominałem: szapo ba, za takiego gościa. Ciekawa, inspirująca rozmowa. Szkoda, że taka krótka bo kilka wątków na pewno bym pociągnął (praca jako minister!). Dotychczas nie wiedziałem za wiele o Panu Sikorskim, a z tego co wiedziałem miałem go za... buca. Po Twoim wywiadzie zmieniłem zdanie :-)
Przypomina mi się rozmowa, którą odbyłem z uczestniczką szkolenia pół roku temu. Stwierdziłem, że "profesora" brzmi idiotycznie, a ona właśnie bardzo celnie skontrowała, że wszystko to kwestia przyzwyczajenia.
Było mi tym bardziej głupio, że sam tak klarowałem komuś w kwestii praw gejów porównując je z prawami wyborczymi kobiet "kiedyś tamto też było dziwne i 'nienaturalne'". Ech te załamania percepcji.
Dodałbym jednak dwa małe "ale" - sugestię transparetniejszej komunikacji własnych uczuć i wrażeń oraz nie wyciągania zbyt pochopnych wniosków odnośnie motywacji drugiej strony.
Teoria gier i inne są super, ale nie biorą pod uwagę naszych psychicznych skrzywień i nieracjonalności. Zwłaszcza w sytuacjach, gdy czujemy się skrzywdzeni, mamy brzydką tendencję do przypisywania innym działania z premedytacją. Usłyszałem ostatnio fajne porównanie:
- Kiedy ty popełnisz jakiś błąd, rozumiesz że na tę sytuację mogło mieć wpływ szereg czynników. Byłeś zmęczony, rozproszony, nie zrozumiałeś czegoś do końca i zdecydowanie nie zrobiłeś tego umyślnie.
- Kiedy ktoś inny zrobi coś nie tak - jest niedojrzały i zrobił to złośliwie!
Bez ww. poprawki niestety bywa, że ździebko za szybko dochodzimy do wniosku, że ktoś nas krzywdzi i odpowiadamy ogniem.
<3 YES, musi być purpose, a grywalizacje, x-boxy itd sa super dodatkiem zwiekszajacym efekt dzialania tej podstawy, ale jesli nie ma co zwiekszac, to fajerweki niewiele pomoga. Brawo Daria: PO CO :-)
"Równocześnie, w tym mijającym roku, jakoś częściej myślałam nie w kategorii: ja, moje, a MY – jako małżeństwo, jako obywatele tego kraju, mieszkańcy tego świata." <3
Marcina poznałem na meetupie kilka miesięcy temu i tak jak całą stylówka jest moim totalnym przeciwieństwem, tak bardzo podoba mi się message, który przekazują z Karoliną: relacje, komunikacja, współpraca ALE jednocześnie biznes ma się zgadzać i nie ma być zawsze miło za wszelką cenę.
PS też kiedyś kasowałem retro jako zbędne, shame on me
Ciekawe, trafiłem na Twój podcast relatywnie późno i jakoś nie wgrzebywałem się bardziej, ale teraz się wgrzebałem i to jeden z ciekawszych odcinków. Mam już ciekawą hipotezę dlaczego tak, jak z jednej strony bardzo cenię i podziwiam Michała, tak z drugiej coś mi straszliwie w nim nie pasuje :D
A ja jestem ciekaw, jak 30tys delegatów dostanie się do Kato. Pewnie samolotami :/ Sensowny wydźwięk byłby dodatkowo, gdyby większość tych z Europy dostała się tam np. pociągiem :-)
To ja tylko chciałem nieśmiało wyrazić inną opinię (jako osoba, która już korzystała z różnych form wsparcia, w tym coachingu) nt. stwierdzenia, że coach nie musi się znać.
Dla mnie musi albo chociaż trochę. Może nie tyle być ekspertem, co kumać specyfikę. Miałem podejścia, gdzie druga strona zupełnie nie rozumiała specyfiki problemów z jakimi się stykam i wychodziło to strasznie sztucznie, a ja czułem się niekomfortowo. Naprawdę sensowną sesję business coachingu przeszedłem dopiero z osobą, która bardzo dobrze wiedziała z czym się mierzę. Nie doradzała, nie wtrącała się, ale JA czułem, że ona w ogóle rozumie o czym rozmawiamy.
Żuri ma wrażenie, że nie wszyscy uczestnicy konkursu wysłuchali podcast, bo wtedy wiedzieliby w jakim kontekście padło to pytanie...
... co wcale nie znaczy, że odpowiedzi nie były ciekawe, pouczające, a czasami powodujące śmiech przez łzy (bo tak boleśnie prawdziwe).
Celem było jednak znalezienie jakieś sexy nazwowej alternatywy dla "project managementu" czy też "zarządzania projektami". I takie coś zaproponował Michał Trojanowski - wylądowała na kanbanie z pomysłami, możliwe, że ją wykorzystam!
Michała zapraszam do skontaktowania się ze mną (via zerobs.pl albo LinkedIn) celem ustalenia odbioru nagród :-)
Do wszystkich biorących udział w konkursie: być może nie wyraziłem się do końca jasno, ale... moim marzeniem było coś, co faktycznie mógłbym wykorzystać np. nazywając tak usługę. A nie sądzę, by ktoś kupił szkolenie z prowadzenia orkiestry ;-)
Mariusz - świetny odcinek. Od początku, aż po zamykający jazzowy kawałek. Dla mnie, jako PM-freaka szczególnie cenne są informacje, że firma P. Bartosza też używa Asany + następnym razem, kiedy będę szukał ekspertów od sensownego zarządzania ryzykiem, planów "B" itd. - pójdę m.in. do takich firm!
PS Najbardziej podoba mi się odpowiedź Pani Alicji :D
Jeśli masz ogarnięty system do zarządzania statusami za pomocą maila (a wygląda, że masz) i działa - super. Ja odnosiłem się do sytuacji, którą zastaję najczęściej - informacje i dane krążą bez ładu i składu po różnych wątkach w poczcie i kiedy trzeba powiedzieć na czym stoimy, to mimo że informacji sporo, właściwie nie do końca wiadomo. :-)
@Meteorytyka: niby tak, niby nie. Warto jak ze wszystkim podejść do sprawy rozsądnie. Dziewczyny na stronie Fit and Jump piszą:
"Każda osoba przed przyjściem na zajęcia powinna się zorientować co do swojego stanu zdrowia i zapoznać z przeciwskazaniami. Przeciwskazaniami są: niestabilność stawów, koślawość i szpotawość kolan oraz stóp, stan po niedawno przebytych urazach, astma, choroby układu krążenia, nietrzymanie moczu, ciąża oraz okres do 6 miesięcy po ciąży, jak i ogólne przeciwskazania do podejmowania jakiegokolwiek wysiłku."
Nie do końca ufałbym od razu pierwszej fizjoterapeutce. Tamta Pani:
a) jest relatywnie mało doświadczona b) sama nigdy nie była na takich zajęciach
Ludzie często wypowiadają się nt. trampolin nie wiedząc jak wygląda sama technika skakania, albo mając błędne przeświadczenie. Tam się nie skacze góra dół tylko "wali nogami w trampolinę" trzymając tyłek i tułów mniej więcej w jednej płaszczyźnie. Wstrząsy są - fakt, ale podejrzewam właśnie, że podobne jak na niejednym fitnessie, czy chociażby dłuższej rowerowej przejażdżce off-road.
Reasumując: nie po ciąży i bez przesady typu nie 5 x 1h tygodniowo i powinno być super-genialnie.
Może masz inaczej niż ja i spora część populacji? O szukaniu przyczyn piszę w części dotyczącej higieny i jak najbardziej to polecam. Wraz z profilaktyką.
Sęk w tym, że u mnie (i wiem, że nie tylko) w chwili frontalnego ataku taka introspekcja jest raczej skazana na porażkę o ile nie opanujesz choć wstępnie sytuacji :-)
Ja w takich chwilach wracam do ulubionego pytania "po co". Jeśli postanowienia Cię wypalają - to znaczy, że przestałeś widzieć sens. Albo po prostu, albo coś okazało się trudniejsze, niż myślisz. Zmienił się stosunek wysiłek/zysk i z tego powodu już nawet podświadomie podchodzisz do tego inaczej.
Jeśli, ekhm, mogę wejśc w tryb doradcy - akcja "bieszczady" w takiej chwili niewiele zmieni. Tzn zmieni ale jesli bedzie poprzedzona rachunkiem sumienia nt kazdego z postanowien. Pytaniem "czy nadal warto". Najpierw rachunek, potem bieszczady. Wtedy wraca sie z bieszczad w ogarniete miejsce, a nie w bagno.
Powiem, że zastrzeliłeś/zastrzeliłaś mnie pytaniem. Problemy są w każdej branży. W każdej branży są i bardzo ogarnięte i bardzo nieogarnięte firmy.
Gdzie widziałbym duże ryzyko braku "po co": gigakorporacje, a szczególnie ich centra outsourcingowe / działy wsparcia (typu firma produkuje komputery, ale w PL mamy ich księgowość, IT i dział prawny). To potrafią być fajne firmy i świetni ludzie, ale często projekty zlecane są np. z zamorskiej centrali trochę bez ładu i składu.
Gdzie widziałbym szanse, że będzie "po co": chciałem napisać "w projektach realizowanych dla klientów zewnętrznych, a nie w wewnętrznych", ale klienci często też nie wiedzą czego chcą. Napiszę więc: produkcja, w szczególności automotive. Ale raczej nie działy wsparcia tylko projekty bezpośrednio dla "biznesu" (głównej działalności). Takie firmy korzystają z praktyk typu Lean (wygooglaj), dzięki którym jest większa szansa że coś będzie miało sens. Ale pamiętaj, że ciągle piszemy o szansach.
I daj znać o jakiej konkretnie branży myślisz - będzie prościej się wypowiedzieć.
Często słyszy się, jak ludzie mówią: "moje dziecko tak świetnie radzi sobie z zapamiętywaniem słówek z angielskiego, tylko ta gramatyka...". Tak to jest, jak próbuje się uczyć słownictwa i gramatyki niezależnie od siebie. Robi się sprawdziany ze słówek i zachęca do zakuwania ich "na małpę". Grunt to znaleźć dobrego nauczyciela i pokazać dzieciom, że nauka języka obcego jest fajna i przydatna. Nic na siłę. Bez chęci ze strony dziecka wszystko pójdzie jak krew w piach.
Autor odnosi się do tego fenomenu w ujęciu neurologicznym. Można poczytać na Wikipedii. Jest tam opisany ten przypadek ze stołem operacyjnym: "W 1959 roku Sean Mullan i Wilder Penfield w trakcie operacji dokonywali stymulacji tylnej części zakrętu skroniowego górnego prądem elektrycznym i kilku pacjentów przyznało, że miało déjà vu."
Czytniki e-booków są tworzone w oparciu o technologię e-tuszu https://pl.wikipedia.org/wi... Ekrany czytników nie świecą (choć większość ma opcję podświetlenia). Jakby nie patrzeć, są to jednak urządzenia elektroniczne, których nie chcesz w sypialni :)
1. Pytasz: co innego mam zrobić później. 2. Radośnie stwierdzasz "o super, dzisiaj nadgodziny, to akurat w piątek wyjdę w południe". 3. Wysyłasz im ten tekst.
Niemniej głównym celem w/w wypocin było raczej uświadomienie, że sami tak często robimy to innym. I oczywiście tego nie zauważamy, bo "jest to wyjątkowo pilne". :-)
Jak już wiesz, nie zgadzam się z punktem 5. Tzn. inaczej - zgadzam się z tym, ze zniechęcanie w takiej formie do wysiłku i demotywowanie jest działaniem z... (wiemy kąd). Niemniej coś w tej genetyce jest i do pewnego stopnia to jednak wyrok jest. Co wcale nie zmienia faktu, że nie można trochę o ów wygląd zawalczyć, o korzyściach zdrowotno-samopoczuciowych już nie wspominając.
Ciekawe. Oczywiście najbardziej zainteresowało mnie zjawisko... kwantowego splątania :-)
A propos różnic u bliźniąt. Ostatnio brnę przez https://en.wikipedia.org/wi... i jest tam SPORO na temat badań o tym, jak bliźnięta jednojajowe rozdzielone w dzieciństwie dokonują w późniejszym życiu zadziwiająco podobnych wyborów (partner, poglądy polityczne etc.)
Ale ja nie mam problemów z określeniem priorytetów. Ani tym bardziej z organizacją. Chodzi mi o przeszkody, jakie my wszyscy mamy w dążeniu do tego, żeby nawyk 56 mógł rzeczywiście stać się nawykiem, a nie tylko marzeniem. Po określeniu priorytetów trzeba je jeszcze przejść do czynów Trzeba silnej woli, żeby ten nawyk stał się drugą naturą w opozycji do tej, która większości z nas każe mówić sobie: "dobra, jeszcze tylko jeden odcinek serialu, a potem biorę się do pracy. Tym razem naprawdę" :) Chodzi o to, że taki prosty nawyk, to może być najtrudniejszy nawyk.
Takie działanie przed czasem to jest coś, z czego bardzo trudno zrobić dobry nawyk. Powód jest banalny. W głowie krąży myśl "jeśli zamarudzę dłużej u babci na urodzinach, to nic się nie stanie. To byłoby wręcz nieuczciwe wymawiać się pracą i wcześnie wyjść, skoro do deadline'u szmat czasu. No i premiera nowego filmu w kinie jest, a mam tyle czasu, że spokojnie wplotę w niego wyjście" :) No, a potem zarywanie nocy i wszystko na wczoraj.
Jest też jeden "minus" zabierania się do pracy od razu. Kiedy coś jest oddane przed czasem, to zdarza się, że o tym zapominamy i szybko przechodzimy do innych obowiązków. Zdarzało mi się oddawać zrealizowane projekty z takim wyprzedzeniem, że potem kiedy ktoś pytał mnie o szczegóły, to nie byłem już na bieżąco i musiałem odświeżać sobie pracę, która z mojej perspektywy była "starym", zakończonym zadaniem. Byłem już zaaferowany czymś nowym. Nagle w środku nocy budziłem się i zadawałem sobie pytanie: "jak tam ten projekt sprzed trzech tygodni? Czy oni się ze mną rozliczyli w ogóle?".
Oczywiście porównując takie "żadne" problemy z prawdziwymi problemami, jakimi są nieoczekiwane komplikacje i praca po nocach wspomagana kofeiną, zdecydowanie wolę te pierwsze.
Gdyby tylko łatwiej było z zasady nieodkładania na później zrobić rzeczywisty nawyk...
Nie, nie nagość. Chodzi mi o ubarwianie filmu/serialu dużą ilością scen erotycznych, filmowanych z każdej perspektywy i pod każdym kątem, które nie wnoszą do danej produkcji żadnej wartości. Jeśli scena erotyczna coś mówi o bohaterach - o ich bliskości lub jej braku - to wszystko jest ok. Ale jak mamy sensowny film przetykany raz po raz instruktarzem Kamasutry, to chyba twórcy filmu albo próbują przyciągać tym do kina większą widownię, albo nie szanują inteligencji widzów.
Westworld? Myślę, myślę i nie znajduję w pamięci jakichś wyraźnych przegięć. W serialu mamy normalny burdel, ale sceny, które się w nim rozgrywają ograniczają się raczej do saloonu na parterze niż pokojów na piętrze. Nie można też zapominać, że bywalcy Westworld to głównie amatorzy niezobowiązującej zabawy pod szyldem "keine grenzen" - płacą i mogą pozwolić sobie na każdą przemoc. No tak, w przypadku Borowczyka trudno mówić o jakiejś subtelności.
To ciekawe, jaki wpływ mogą mieć na nas recenzje. Czekałem na ten serial, mówiło się o nim od tak dawna, że nabrałem apetytu. A potem nagle jedna krytyczna recenzja po drugiej. Wszędzie wytykają mu fabularną miałkość, uproszczenia i dużo szczucia cycem (czego nie lubię). I nagle z filmwebowego "umrę jak nie zobaczę", robi się w najlepszym razie "na pewno obejrzę". Mimo że wasze powody raczej zachęcają niż zniechęcają.
Od dawna zastanawiałem się dlaczego Kindle nie pokazuje godziny, np. gdzieś w dolnym czy górnym rogu. Może chodziło o to, żeby strona wyglądała bardziej książkowo-tradycyjnie. Dla każdego, kto chce panować nad czasem to jest dobry dodatek.
Inspiring! One of the things that I see as pros of such work (apart from stable income and developing one's skills while travelling) is... having a healthy dose of meaning & achievement. I don't know how was it with you, but I did my part of roaming here and there. Yet, after a while, I felt like I need something more than just visiting another temple / beach / party / hostel. :-)
I pomyśleć, że wkurzało mnie, że polskie portale często działają jak mirrory i nie kalając rąk pracą powielają luźno przetłumaczone newsy z zagranicznych portali.
Od razu przypomina się stare porzekadło, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Karkołomnym zadaniem jest próba zaprojektowania samochodu terenowego o sportowej sylwetce jaguara, po to, żeby był tymi dwoma na raz. Jeśli mieszkamy w małym mieszkaniu, to musimy czasem godzić się na to, że będziemy musieli urządzić sobie multipokój, np. salono-sypialnię z biurkiem do pracy. Oczywiście damy radę jakoś pogodzić w jednym pomieszczeniu trzy funkcje i je sensownie urządzić, ale nie oszukujmy się, to jest zawsze kompromis. Wolelibyśmy mieć jedno pomieszczenie przeznaczone na miejsce pracy, sypialnię służącą odpoczynkowi i reprezentacyjny salon, żeby przyjmować w nim gości.
W kontekście tych rozważań i tekstu przypomniała mi się też pewna reklama. Nie pamiętam już produktu, pamiętam za to zamysł twórców. Chodziło o to, żeby pokazać, że reklamowany produkt spełnia wiele funkcji, więc w spocie wystąpiła młoda kobieta, która określiła siebie jako osobę, robiącą wiele rzeczy na raz, więc oczekującą tego samego od rzeczonego produktu. Reklama przedstawiała montaż złożony ze scenek, w których kobieta wykonuje jednocześnie różne czynności sprowadzając wielozadaniowość do kuriozum - jedną ręką czesze włosy, drugą myje zęby, za chwilę jedną ręką prasuje koszulę, w drugiej trzyma książkę i czyta. Oczywiście chodziło o humorystyczny efekt, ale... Ile razy tak właśnie wyglądała nasza wielozadaniowość? Próba wyjścia na rower i wyprowadzenia psa - smycz w jednej, kierownica w drugiej ręce. Nie mówiąc już o próbie uczenia się i rozmowy z kumplem przez komunikator. Efekty rzadko były zadowalające :)
Czy damy radę złożyć babci szczere życzenia urodzinowe płynące z serca, jeśli w tym samym czasie kiedy do niej dzwonimy, kroimy pora na zupę i zerkamy na hot newsy z żółtego paska na kanale informacyjnym? No właśnie :)
Do tego tekstu oraz innych rzeczy, które robię podchodzę z pozycji "strategii obfitości". Nie sądzę, żeby systemy takie, jak inFakt, czy mój tekst nagle zachwiały rynkową pozycją biur oraz pracujących tam księgowych. :-)
Po prostu mam nadzieje, że ludzie, którzy nie potrzebują tak naprawdę profesjonalnego wsparcia (albo wsparciu, które mają daleko do profesjonalizmu) dowiedzą się o tej kuszącej alternatywie.
Z jednym nie do końca się zgadzam. Uważam, że oddanie komuś wszystkiego, co wiąże się z książką/rozliczeniami i KOMPLETNE nieinteresowanie się tym jest, jak napisałem wyżej, proszeniem się o kłopoty. Każdy przedsiębiorca może (i powinien) poświęcić głupi kwadrans na dowiedzenie się czym jest JPK.
1. Błąd argumentacji "argumentum ad exemplum". Jeden przykład osoby, która zawaliła nie może stawiać pod znakiem zapytania całej tezy. To raz.
2. Z tego, co nie raz słyszę, oddawanie różnych rzeczy swojej drugiej połówce "z pełnym zaufaniem" nie jest najlepszym pomysłem. Od kupienia składników do ugotowania kolacji, po dostęp do konta włącznie.
3. W księgowaniu dokumentów w książce przychodów i rozchodów nie ma żadnego liczenia i żadnej matematyki - wpisuje się coś jako koszt albo jako przychód i potem płaci podatek od różnicy. Wszystko dodaje i odejmuje za nas program. Więc:
a) Albo przypadek był bardziej skomplikowany (pełna księgowość?), gdzie sam wtedy radzę faktycznie oddać sprawę w dobre ręce.
b) Albo patrz punkt 1 i 2 - w/w delikwent po prostu olał sprawę.
Tak, jak Pan Adam miejscami mówi bardzo do rzeczy, tak w wielu innych trochę się zagalopowuje i jego porady są, jeśli nie zaopatrzyć ich w konieczne dla laika wyjaśnienie, niebezpieczne.
Raczy np. wyśmiewać ludzi na jednoosobowej działalności i doradza im założyć spółkę. Nie wspomina jednak słowem z jaką ilością problemów się to wiążę - od upierdliwej ewidencji kasowej po problem z opodatkowaniem wypracowanego zysku. A polecana EBITDA i "quasi-pełna-księgowość" dla takiego działającego jednoosobowo lub w małym teamie, nastawionego na usługi freelancera jest - nie bójmy się tego słowa - masturbacją.
Pan Adam pochodzi ze świata hurtowni i to niestety boleśnie widać.
PS Jak zwykle (dlatego jestem 'groupie' Piotra, bo fascynuje mnie kwestia skutecznej i dobrej komunikacji) występuje przekłamanie w przekazie.
Dla mnie ALL IN = może być mały krok, ale konsekwentnie z uporem. Np. nie jem od jakiegoś czasu nabiału. To nie jest jakas mega rewolucja, ale sęk by robić to konsekwetnie a nie "a serek zolty nie zaszkodzi". To też oznacza dziwactwa z punktu widzenia otoczenia jak odmowa genialnego sernika mojej mamy na swietą.
Nie lubiłem u siebie podobnego zachowania. Było (i jest) standardem, standardem czasem męczącym dla mnie i mojego otoczenia. Po latach doszedłem jednak do odkrywczego wniosku: to zupełnie normalne. Kiedy zaczynasz robić coś, co ma faktycznie być twoim nowym dobrym nawykiem - ćwiczenia, dieta, uśmiechanie się do wszystkich jak leci, to:
NIE MA INNEJ OPCJI NIŻ WEJŚĆ ALL IN
Jak można wejść na serio w zmianę diety na 50%, albo w ćwiczenie codziennie ale nie do końca na serio. Nie da się. Dążenie do przesady, które się wtedy pojawia zacząłem postrzegać jako naturalny skutek uboczny, a naukę odpuszczania - o czym pisze Piotr - jako kolejny etap dochodzenia do mistrzostwa. Mistrz wie kiedy odpuścić, mistrz wie, że może to zrobić, bo całość nie posypie się jak domek z kart.
#28 Kompleksy
Eustachy Białoborski i jego probLEM
Kwantowo 2020
Sprint 0 – dobry, czy zły pomysł?
W spolaryzowanym społeczeństwie tracą wszyscy
MP 127: Rezyliencja. Jak być liderem w czasach niepewności?
Kurs psychoterapii w nurcie integracyjnym – moje wrażenia po…
Na ile ekologicznie jesteśmy w stanie żyć?
Chińska madame Skłodowska – Chien-Shiung Wu
MP 113: Trzy (dramatyczne) role, których lider powinien unikać
Dlaczego myślisz tak jak wszyscy?
Na początku był chaos – jak NIE zaczynać wątków w prezentacji:…
ZAWODOWCY #056 – Radek Sikorski – To nie jest podcast o polityce.
Feministki i feminiści: #humans_of_my_life_43
O boskiej (nie)sprawiedliwości…
Bądź dla ludzi jak lustro
#97 Słownik talentów – Rywalizacja (Competition)
MP 099: Jak zwiększyć zaangażowanie w zespole? – cz. 3
Kwantowo 2018
Mózg regeneruje się w każdym wieku: #prawda_czy_fałsz_32
Jaki był ten rok? Osobiste podsumowanie 2018
#86 Agile Nuts – HRowiec i Scrum Master dbają o „Happy Relations”
Podcast 026 – Słownik talentów – Maksymalista (Maximizer)
Komunikwanty – listopad 2018
Coimbra w obiektywie oraz moje PLANY NA GRUDZIEŃ
MP 093: 10 mitów na temat coachingu
Prywatny: ZAWODOWCY #020 – Mariusz Pudzianowski – Co to…
Wyładowanie złości czy gniewu pomaga sobie poradzić z…
MP 091: Co gryzie współczesnych PM-ów?
MP 090: Jak zarządzać Mega Projektami? Rozmawiam z Bartoszem…
Usprawnianie firmy. Wiedza o zarządzaniu projektami pomaga…
Zmiany w Reasumują.co
Mateusz Kozielecki: #humans_of_my_life_9
Nie bądź jak Gianfranco, czyli fitness bywa niezdrowy
Podsumowanie ankiet: szczucie bicem, miseczka 70F i relacja z…
Jak radzę sobie z dołem, złym humorem i zniechęceniem?
A więc chcesz zostać PMem?
6 powodów, dla których NIE warto uczyć się angielskiego
Prawda wyśniona
#nawyk_63 – Piotr Bucki BLOG
#nawyk_67 – Piotr Bucki BLOG
Nie wysyłaj SMS-a w drodze z pierwszej randki!
5 wkurzających tekstów, które słyszą fit dziewczyny
Czy dwie osoby mogą śnić ten sam sen?
Fake porn, czyli jak zostać gwiazdą porno, nawet o tym nie wiedząc
#nawyk_56 – Piotr Bucki BLOG
Nie pamiętam, abym obok premiery zupełnie nowego produktu…
5 powodów, dla których warto zobaczyć Altered Carbon od Netfliksa
Aktualizacja Kindle’a wprowadza nowość, z której ucieszyłem się…
I Travel the World Working Nine to Five – Pros and Cons of Remote…
Nie bądź jak Gianfranco, czyli fitness bywa niezdrowy
Relacja na żywo Onetu z akcji ratunkowej na Nanga Parbat to…
Nie wiadomo, co z premierą Gry o tron. Maisie Williams twierdzi,…
Myślenie – umiejętność, której nikt nas nie nauczył
inFakt, czyli pozbądź się księgowego
Podsumowanie ankiet: szczucie bicem, miseczka 70F i relacja z…
Twoja firma za mało zarabia? Zacznij wreszcie liczyć pieniądze,…
#nawyk_33 – Piotr Bucki BLOG
Jak umarłemu kadzidło
Przestań tworzyć kolejne listy to-do!