Aktualność "Zejścia do wraku"- tomu wierszy wydanego pięć dekad temu - to żaden powód do radości. Został wymierzony w patriarchalną przemoc, która wciąż definiuje nasze życia
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika "Książki. Magazyn do Czytania". O czym jeszcze piszemy w wydaniu 4/2023 czytajcie tutaj.

embed

Adrienne Rich to poetka i eseistka, bez której trudno wyobrazić sobie feminizm drugiej fali, natomiast „Zejście do wraku" to książka głośna i zbójecka, jedna z tych, które zmieniły anglosaski krajobraz polityczny i literacki w latach 70. Już z tego powodu opublikowanie jej w całości w przekładzie Jerzego Jarniewicza jest wydarzeniem. Rich porzuca tu poetykę modernistyczną na rzecz zaangażowanego politycznie autobiografizmu, warto odtworzyć więc kontekst, żeby poczuć cały ciężar zawartej w niej treści. 

Urodzona w dobrej amerykańskiej rodzinie, Rich zdobyła rzetelne wykształcenie i została żoną przyszłego profesora ekonomii Alfreda Conrada. Obracała się w kręgach amerykańskich elit intelektualnych i literackich, początkom jej drogi poetyckiej patronowali Robert Frost i Wystan Hugh Auden, cieszyła się ich wsparciem. Wydawało się, że wszystkie drzwi są dla niej otwarte; Rich jednak cierpiała. Była bowiem typową żoną lat 50., zajętą trójką dzieci i prowadzeniem domu, na pisanie mogła pozwolić sobie w rzadkich wolnych chwilach; jej egzystencja, podobnie jak kariera poetycka, stanowiły zaledwie piękny dodatek do mężowskiej kariery.

Niesiemy nóż i kamerę 

Lata 60., z ich kryzysami politycznymi, rosnącą świadomością ekologiczną, rodzącą się kontrkulturą i wojną w Wietnamie, pozwoliły jej nazwać źródła osobistego cierpienia i przekuć je w polityczny aktywizm. Wypracowała głęboką świadomość feministyczną, a jej odważne i przenikliwe eseje o macierzyństwie i lesbijstwie (po polsku wydane przez Sic! w tomie „Zrodzone z kobiety") to dziś klasyka. Na początku lat 70. opuściła męża, który niedługo potem popełnił samobójstwo. Całe to wrzenie zdarzeń i przemian, wyzwolenia i tragedii stanowi fundament „Zejścia do wraku". 

Aby wyrazić wzajemną zależność prywatnych i publicznych doświadczeń, musiała zmienić poetykę. Dominujący w powojennej poezji amerykańskiej formalistyczny modernizm został już wówczas mocno nadwyrężony przez konfesjonalizm Roberta Lowella, ale Rich eksplorowała ten nurt na własną rękę. W „Zejściu do wraku" nie jest ani otwarcie prywatna, ani jednoznacznie polityczna, spięcia między tymi płaszczyznami wytwarza w poetyckich obrazach. Mimo to myślę, że historyczny i autobiograficzny kontekst pozwala lepiej zrozumieć te wiersze i nastrój, w którym były pisane: gorycz, gniew i rozpacz, których otwarte wyrażanie jest dla kobiety aktem wywrotowym, ale też poszukiwanie miłości i bliskości, a poprzez nie nowego kobiecego „ja".  

W najbardziej znanym wierszu tomu, tytułowym „Zejściu do wraku", poetka opisuje zejście pod wodę w celu przeszukania zatopionego statku. To rodzaj zejścia do dna, które należy zbadać, aby zacząć na nowo. Poetka nie jest tu jednak tylko obserwatorką, schodzi do wraku, by zintegrować się ze zrujnowanym obiektem i z tej ruiny czerpać siłę: „Jesteśmy, jestem, jesteś / przez tchórzostwo przez odwagę / tymi którzy znajdują drogę z powrotem na scenę, / niesiemy nóż, i kamerę, / i księgę mitów/ w której naszych imion brak." To także zejście w poszukiwaniu nowej ciągłości języka poetyckiego: „po to tu jestem: / po wrak, a nie opowieść o wraku / po rzecz samą, a nie mit". A w końcu zejście do wyzwalającej neutralności „ja", tam, gdzie można powiedzieć: „I ja tu jestem, syrena, której krucze włosy / płyną czernią, pół mężczyzna, pół ryba w opancerzonym ciele / (…) Jestem ona: jestem on". Rich pozwala sobie zatem na odważny gest: nie wybiega od razu w przyszłość czy polityczną utopię, nurkuje w tym, co zapomniane, zmurszałe, zepsute i odkrywa w tym siebie, by narodzić się na nowo i pisać we własnym imieniu. Z własnego bólu, ale nie tylko o sobie. 

Uczucia napędzają formę 

Rich nie wytycza wyraźnych ram kobiecej tożsamości: to wiersze pisane z doświadczeń i wyobraźni, nieco fragmentaryczne, meandryczne i wieloznaczne. W posłowiu Marta Koronkiewicz przytomnie zauważa, że jest to tyleż książka przełomowa, co przejściowa: pomiędzy poetyką modernistyczną i zaangażowaną, w drodze od feminizmu do późniejszego marksizmu. Ale mnie podoba się tu właśnie obecność obu nurtów: fluktuacje między intymnością i dystansem, formalna praca rozpraszająca oczywistość poglądów politycznych w poetyckich obrazach. Późniejszym wierszom Rich nie raz brakuje gry i napięcia, ale w „Zejściu do wraku" te niedostatki nie są jeszcze tak widoczne: uczucia napędzają tu formalną dynamikę.  

Moje narzekania na styl Rich nie są zresztą pewnie istotne wobec faktu, że była  niesłychanie docenioną autorką: nieustannie nagradzana, stała się jedną z najpopularniejszych amerykańskich poetek. Do tej pory mieliśmy po polsku tylko jedną książkę: wydane przez Biuro Literackie „21 wierszy miłosnych", piękne świadectwo lesbijskiej miłości. Teraz otrzymaliśmy jedną z najważniejszych w jej dorobku – najwyższy czas jednak sprawić, żeby straciła na aktualności.  

"Zejście do wraku", Adrienne Rich, przeł. Jerzy Jarniewicz, Ossolineum, Wrocław, premiera: 31 sierpnia

'Zejście do wraku', Adrienne Rich, przeł. Jerzy Jarniewicz, Ossolineum, Wrocław
'Zejście do wraku', Adrienne Rich, przeł. Jerzy Jarniewicz, Ossolineum, Wrocław Fot. materiały wydawnictwa

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Michał Olszewski poleca
Podobne artykuły
Komentarze