Na poprzedniej sesji rady gminy Zawadzkie było gorąco. Do sali obrad prócz radnych przyszli też mieszkańcy protestujący przeciwko ponownemu uruchomieniu fermy drobiu, która powstała w latach 70. XX wieku i działała jeszcze w minionej dekadzie.
Po niemal godzinnej, emocjonalnej dyskusji, burmistrz Michał Rytel publicznie stwierdził: - Nazwijmy rzeczy po imieniu: To są kurniki mojego teścia.
Sprawa dotyczy miasteczka Zawadzkie, a dokładnie wsi Żędowice. Obie miejscowości położone są przy drodze wojewódzkiej 901. Zawadzkie według danych GUS-u z 2019 r. była najbiedniejszą gminą w Polsce (łączna suma dochodów w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosiła 3,2 tys. zł, przy średniej dla całej polski 4,8 tys.). A rok temu ogólnopolskie media obiegła informacja o likwidacji Walcowni Rur Andrzej — największego pracodawcy w sześciotysięcznym miasteczku. Zwolniono wówczas 435 pracowników zakładu.
Materiał promocyjny
Materiał promocyjny
Ogłoszenie Płatne
Wszystkie komentarze
Ciekawie ostatnio wyszło w Wielkiehj Brytanii. Sprawa mega-ferm kurzych dostała się do Sądu Najwyższego, który stwierdził, że kurze odchody z takich ferm należy traktować jako odpady przemysłowe. Ma to takie konswekwencje, że takie fermy nie są traktowano jak rolnictwo, tylko jak przemysł i muszą zapewnić odpowiednią utylizację odpadów.
Takich instalacji w Niemczech są dziesiątki tysięcy i zapewniają ponad 8 GW energii elektrycznej.
W Polsce z takich instalacji mamy 300 MW prądu.
I blokowanie lokalnej drogi używanej codziennie przez tysiące aut, bo od grudnia (!) robią jakieś przyłącza, więc ostatnio wahadło się na Wasylewskiego pojawiło.