Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Pracownicy zagraniczni często kupują mieszkania w Polsce, w dużej mierze odpowiadają za wzrost cen.
juz nie wymyslaj
dokładnie, niech składki emerytalne matek będą finansowe z pożyczek dla dzieci. jak taka gromadka dzieci wejdzie w dorosłość i będzie miałą do spłąty pół miliona złotych za składki mamy, szkoły, 800+ itd to tak łatwo nie będzie im wyjechać do anglii bo ich tam dorwie komornik.
Polacy pracujący za granicą kupują w Polsce nieruchomości.
To bardzo niedobrze, bo podbijają ceny.
W każdym razie zostawiają więcej pieniędzy w Polsce niż wcześniej pobrali.
I to wszyscy? Bo ja akurat znam takich co już mają obce obywatelstwa, pokupowane domy i nie zamierzają wracać.
Rozumiem, że nie masz dzieci ale chcesz by przyszłe pokolenia pracowały na twoją emeryturę i pokrywały koszta refundowanych lekarstw.
Wielu ludzi nie ma ani pracy, ani dzieci.
Ty się skarżysz czy chwalisz?
Skąd ty piszesz, bo raczej nie z Polski. Kompletna nieznajomość realiów. Gdzie masz tych bezrobotnych?
składki za kobiety "przy mężu" powinien płacić jej mąż - a nie ja z moich podatków!
Państwo z moich podatków powinno utrzymywać żłobki, przedszkola i szkoły, transport publiczny i kulturę dla dzieci - a nie darmową służącą, praczkę, sprzataczkę i kucharkę dla księciunia biznesmena.
No sorry - jestem tym artykułem oburzona.
40% kobiet jest nieaktywnych zawodowo oraz 30% mężczyzn, dzietność wynosi 1,15 dziecka na osobę. Może co niektórzy wychowują to jedno dziecko w domu do jego 10 roku życia?
Nie.
Rodzic zawodowy byłby daleko tańszy dla podatników niż publiczny żłobek. Jedno dziecko w żłobku kosztuje podatników 2000-3000 zł miesięcznie.
A potem taki jeden z drugim wywołuje wojnę i biorą młodych mężczyzn na wojnę.
40% to chyba z emerytkami i dziećmi, nie znam ani jednej kobiety w wieku produkcyjnym, która by nie pracowała. Ani jednej. Dodam, że mieszkam w Polsce.
Statystyczny Polak mieszka także na wsi.
Aktualnie dzietność to 1,15 dziecka na osobę, a odsetek nieaktywnych zawodowo doroslych kobiet to ok. 48%. ,,Wśród mężczyzn współczynnik aktywności zawodowej wyniósł 65,8%, a wśród kobiet 51,7%. W 1 kwartale 2024 r. liczba osób aktywnych zawodowo w wieku 15-89 lat."
Odliczając emerytki i studentki na dziennych z liczb z innego mojego komentarz zostanie ok. 35% nieaktywnych zawodowo kobiet. Z 35 lat pracy to około 11 lat nieaktywności zawodowej.
Widzę dużą aktywność na forum. Skrajny lewus pasożyt ?
Przecież nie chcę wysokich podatków. :)
Teraz tak to wygląda coraz częściej, że ta co pracuje nie ma dzieci. Bo inaczej jest zbyt trudno.
I dlatego mamy ujemny przyrost naturalny. Czasy się zmieniają. Trzeba się dostosować.
No szczególnie przedziały 15-18 i 65 plus, nie mówiąc o 89. To mnie przekonuje...
"Tym złamanym szczeblem jest między innymi brak w firmach programów wyrównujących kompetencje kobiet i ich wynagrodzenia."
Czyli lepsze wykształcenie nie jest jeszcze gwarantem wyższych kompetencji.
Nie chcę upraszczać, oczywiście przerwa w pracy na 2 lata w niektórych branżach powoduje lukę w kompetencjach. Ale zauważmy, że samo wyższe wykształcenie nie przekłada się na kompetencje i umiejętności. Niezależnie od płci.
Urlop macierzyński ojcowski, rodzicielski i wychowawczy są okresami składkowymi finansowanymi z budżetu państwa. L4 w okresie ciąży jest płatne 100% i w pełni objęte składkami na ubezpieczenie społeczne. Po powrocie z L4 i urlopów należy się jeszcze urlop wypoczynkowy niewykorzystany w tym okresie (zwykle od kilku do kilkunastu tygodni). Tu już chyba trudno coś poprawić, chyba że chcemy znacząco wydłużać urlopy rodzicielskie (do 7? 10 roku życia dziecka?) i tym samym wydłużać przerwę w pracy.
Do tego wszystkiego zamiast zrobić sensowne, duże ulgi podatkowe za dziecko (aktualnie 1012 zł za jedno dziecko), to dajemy 800+. I już ok, wspierajmy tak także ludzi o niższych przychodach. Problem jest taki, że to nie brak składek czy urlopów jest źródłem niskiej dzietności.
Kobiety i mężczyźni powinni mieć równy wiek emerytalny, nie będzie problemu z krótszym okresem składkowym.
Jeżeli pani X ma emeryturę 1000 zł, a pan X 2000 zł to po jego śmierci średnio przez 11 lat pani X może otrzymywać 2000 zł. Pan X powinien mieć prawo decyzji o swoim wieku emerytalnym.
Jeśli Pan X ma emerytury 2 tys, to sprawiedliwa emerytura pani X przy takim samym stażu a różnych wiekach emerytalnych powinna byćna poziomie 700 zł. Już na starcie pani X dostaje 1000-700=300 zł do każdej emerytury od Pana X.
A ja uważam, że powinniśmy mieć równy wiek emerytalny, a państwo, oporócz L4, powinno opłacać składki kobietom w ciąży (jeżeli nie są odprowadzane) i powiedzmy, za pierwszy rok siedzenia z dzieckiem w domu. Mężczyzna ani nie donosi ciąży, ani nie wykarmi piersią, ani nie zastąpi w równym (równym, mówię) stopniu matki w pierwszych miesiącach życia, więc uważam, że tutaj kobietom należy się wsparcie państwa i basta.
Cała reszta jest kwestią tego jak się umówi dwójka dorosłych ludzi, decydujących się na dziecko i nikt nie powinien być faworyzowany względem płci przeciwnej.
Ale ja właśnie o tym piszę, że to wsparcie już jest. Składki są odprowadzane, a urlop macierzyński wlicza się do stażu pracy.
a czemu bedac w ciąży nie można pracować?
Dodatkowo po powrocie do pracy przysługują 2 przerwy na karmienie po 30 minut, które można wybrać łącznie i skrócić czas pracy o godzinę dziennie. Bez zaświadczenia lekarskiego, na deklarację matki, bez odgórnego ograniczenia czasowego. Zatem państwo i my jako społeczeństwo poczyniliśmy kroki, żeby ułatwić pierwsze lata rodzicielstwa.
Może raczej tu też powinniśmy się raczej zgodzić, że to po prostu przerwa na karmienie i pozwolić zdecydować, który rodzic skraca czas pracy. Też ok, nie wszystkie matki, które korzystają z tego skrócenia, karmią jeszcze rzeczywiście piersią.
Tylko nie mówmy, że tego wsparcia nie ma.
Czy różnica 5 lat daje 30% różnicy w emeryturze?
W wielu zawodach można, w wielu nie można. Są jeszcze kwestia zdrowia i bezpieczeństwa ciąży.
Jeśli z partnerem zaczynasz pracę zawodową w tym samym czasie, zarabiasz tyle samo, przechodzisz na emeryturę w wieku 60 lat, a partner w wieku 65, to twoja emerytura SPRAWIEDLIWIE powinna wynosić ok 1/3 (jednej trzeciej) emerytury mężczyzny. Każda niwelacja różnicy wielkości emerytur pochodzi z emerytur mężczyzn.
Mało tego. Jeśli przejdziesz na emeryturę w wieku 62 lat, to emerytura ci wzrośnie o 15%, jak w wieku 68 lat to dostaniesz 2 razy wyższą i statystycznie jeszcze będziesz żyć jeszcze 15 lat.
To nie są sztuczki, to matematyka. Za moich czasów na poziomie szkoły średniej.
Gin ruski trollu !
Liczy się domniemana długość życia, który wpływa na te liczby. Sama raczej postawię silniej na dzidziczoną, prywatną emeryturę oraz nieruchomość.
Jestem grekokatoliczką?
Nawet więcej. Mój dziadek pracował 6 lat po skończeniu wieku emerytalnego i podniosło mu to emeryturę o ponad połowę.
Nie tylko dłużej opłacasz zwykle wyższe składki, ale też skraca Ci się potencjalny czas ich wypłacania, więc rośnie bardzo szybko.
nawet wiecej - bo to 10 lat . 5 lat dłuzszej pracy ; i 5 lat krótszego życia na emeryturze. Czyli pracując bez emerytury zwiększasz kapitał emerytalny /licznik/, i zmniejszasz długość życia /mianownik/
"Państwo powinno płacić składki emerytalne osób z wyższym wykształceniem bo to przyszłość narodu"
"Państwo powinno płacić składki emerytalne ojcom którzy spłodzili więcej niż X dzieci"
"Państwo powinno płacić składki emerytalne ... "
Państwo to MY i nasze podatki.
I to od NAS i z naszych podatków będziesz dostawał kiedyś tę swoją emeryturę.
Odbiorę to co teraz z moich podatków pobierają Twoi rodzice/dziadkowie.
No cóż mój ojciec umarł w wieku 59 lat, składki płacił 36 lat, w życiu nie dostał emerytury czy renty. Obaj dziadkowie żyli do 70, za to babcię umarły przed 50.
Nie jadą na mężu, który pracuje, tylko ogarniają dom dając mężowi przestrzeń na robienie kariery i rozwój zawodowy. One natomiast wypadają z rynku pracy. Dam ci przykład, gdy urodziłam dziecko i chciałam wrócić do pracy po macierzyńskim, to dostałam wypowiedzenie. Znalazłam pracę na 1/2 etatu, mąż pracował na cały, przynosząc pensję minimalną. Zdecydowałam się na własną działalność i business naprawdę wypalił. Mąż rzucił pracę etatową i zaczął pomagać. Pomagał w pracy i w domu. W efekcie przez 10 lat pracowałam na 2 etatach. Mój mąż nie miał kwalifikacji i wykształcenia do podejmowania zasadniczych czynności w mojej działalności, więc tak naprawdę moja obecność w firmie była niezbędna. W domu robił prawie nic. Jedyny stały obowiązek to pranie swoich rzeczy i prasowanie koszul. Pozostałą część garderoby do prasowania podrzucał mnie. Gdy dziecko chorowało, wspomagała mnie moja mama. Gdy potrzebowałam iść do pracy, a mama nie mogła, to był mój problem jak zapewnić opiekę dziecku. Gotowanie, sprzątanie, pranie, zmywanie to wszystko w dalszym ciągu są moje obowiązki. Mąż czasami robi zakupy, gdy trzeba nosić ciężary i wykonuje drobne naprawy w domu, gdy coś się zepsuje. Jest zdziwiony, gdy nie chcę wynająć domku na wakacje z aneksem kuchennym, gdzie mogłabym gotować i zapewniać wyżywienie swojej rodzinie w wakacje. Jestem z nim 20 lat, ale czasami mam już dosyć tego "jechania na mężu". Czy jest się kobietą bezrobotną, czy pracującą nie ma znaczenia i tak jeden etat masz w domu. Może państwo mogłoby to jakoś doceniać??? Tak tylko pytam, nie dla siebie, dla koleżanki.
nie bardzo rozumiem - co państwo miałoby doceniać?
to, że utknęłaś w związku z facetem, który Cię wykorzystuje?
Wyszłaś za mąż za niedorajdę i nieuka a teraz się żalisz. Dlaczego podatnik ma płacić za Twoje złe decyzje matrymonialne?
Ale do kogo masz pretensję, że wybrałaś nieroba. Ja mam związek partnerski, taki też był moich rodziców. Jak sobie poscielesz tak się wyśpisz.
Mój mąż wykonuje w tygodniu dokładnie taką ilość godzin prac domowych, co ja, jak nie większą. Licznik nabijają mu głównie zakupy, odkurzanie, ścielenie oraz wynoszenie śmieci a mi zmywanie oraz pranie.
Chodzi, o to jak w praktyce wygląda jechanie na facetach, którzy są tacy biedni, tacy zapracowani, tacy dyskryminowani. Pewnie mogłabym się rozwieść i poszukać bogatego, który by mnie utrzymywał, ale chyba wolałabym spędzić resztę życia sama, nie opiekując się żadnym innym przerośniętym dzieckiem. Wkurza mnie ten konkretny komentarz, jakie kobiety są leniwe i nic nie robią. Niemniej jednak państwo mogłoby trochę pomóc, choćby egzekwując zakaz dyskryminacji w pracy z uwagi na płeć.
Masz podstawy aby się rozwieść.
Nie masz pralki i zmywarki?
ps. Pani ma męża i rodziców, mieszkających w tym samym mieście.
Kobiety powinny być utrzymywane przez ojców dzieci a nie ZUS.